sobota, 11 stycznia 2014
Imapct ( CZWARTEK! )
Jak wiemy Impact RospoczeŁa Carterowa ........ Pryzszed Fenomenalny Aj Stles Dixie PowiadomiaStyle AJ s! Dixie mówi, że AJ nie musi mówić nawet słowa bowiem ona chce tylko od niego podpisu pod
Pamientacie ten Felieton
Bret Hart vs Ric Flair - by Deliquent - 09.09.2004
Kiedy w 1992 roku zaczynałem oglądać wrestling, było wielu wrestlerów, którzy zwracali moją uwagę. Każdy kto czytał "Eye of Destruction", wie o kim mówię: Undertaker, Great Muta, Sting, czy "nieśmiertelny" Ricky Steamboat. Od zawsze za jednego z najlepszych heeli (choć większe sukcesy odnosił jako face) uznawałem Rica Flaira. Równie dobry był Bret Hart, którego z kolei tolerowałem jako face'a. Nie ma co jednak kłamać, iż działo się tak głównie dlatego, gdyż zaczynając moją przygodę z wrestlingiem, Bret był facem, co trwało aż przez 5 długich lat. Nie umiałem wyobrazić sobie go jako "bad guya". Jednak ostatnie wypowiedzi Flaira oraz Hitmana sprawiają, że wiele osób zaczyna dostrzegać ten sam podział w prawdziwym, codziennym życiu.
Dla jednych to Flair - pisząc swoją książkę i krytykując w niej Hitmana - stał się "uosobieniem" heela. Dla innych, Bret Hart - odpierając ataki Rica - stał się facem. Jak jednak wygląda prawda? Czy faktycznie, to wszystko można rozwiązać w tak prosty sposób, i dać jasną odpowiedź - tak Ric (lub Bret) ma rację? Jak wygląda prawda? Na pewno, na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, tak samo jak nie jestem w stanie odpowiedzieć po czyjej jestem stronie. Może dla niektórych od tego momentu będzie to lektura nudna, ale to wy sami musicie osądzić, kto ma rację, albo - przynajmniej - czyje argumenty wydają się być bardziej przekonujące.
Ric Flair to jeden z najlepszych wrestlerów w historii, nie chodzi tu już nawet o umiejętności czysto wrestlingowe, zapłacił dużą cenę za swoje poświęcenie, i trudno powiedzieć, czy rzeczywiście otrzymał w zamian to, co winien był otrzymać od tego "sportu" (a raczej biznesu). To poświęcenie kosztowało go małżeństwo, problemy z alkoholem, został znienawidzony przez swoje własne dzieci. Można powiedzieć, że Flair stał się wrestlingowym "potworem" dla którego jedynym celem w życiu, jest jak najlepsze odgrywanie własnej roli, roli z której nie potrafił "wyjść", z którą się utożsamiał i nadal utożsamia. Chyba nie taki był jego główny cel, aczkolwiek tylko on sam wie, co tak naprawdę chciał osiągnąć, i na ile "spełnionym" jest człowiekiem.
Jego książka "To Be the Man" traktuje (krytykuje) o takich zawodnikach jak Bret Hart, Mick Foley, Randy Savage, Bruno Sammartino czy Hulk Hogan. W niektórych przypadkach krytyka jest uzasadniona, w innych - nie. Opowiada także o tym jak Flair żył w latach, gdy odnosił największe sukcesy, o niekończących się imprezach, które zrujnowały jego życie osobiste i odcisnęły swoje brutalne piętno na pochodzącym z Charlotte,NC "Nature Boyu", który chciał zostać tylko wielkim wrestlerem. W dużej mierze, rozchodzi się o fakty, które wyżej przytoczyłem, opowiada o złym stylu życia - do czego zresztą Ric się przyznaje - i choćby z tego powodu darzę go ogromnym szacunkiem - niewielu jest albowiem wrestlerow, którzy chętnie przyznają się do popełnionych przez siebie błędów. Flair pisze także o "zakulisowej polityce" która sprawiła, że zaczął się zastanawiać nad swoją wartością, nad tym czy faktycznie - dobrze wybrał. Innym krytykowanym wrestlerem jest (wówczas booker NWA) Dusty Rhodes, który uznał Rica za kogoś, kto może zagrozić jego popularności i ze wszystkich sił starał się go poniżyć - czy to w ringu, wymyślając bezsensowne angle, czy też poza nim - pokazując swoją wyższość na każdym kroku. Nie pominął także Jima Herda który chciał z niego uczynić rzymskiego gladiatora i Erica Bischoffa który miał najwięcej do powiedzenia od 1993 roku, prawie do końca dni WCW. Flair podsumował jego osobę następującym zdaniem "Czasem miałem nieodparte wrażenie, że jest w nim "coś", co sprawia, że jest przyzwoitym człowiekiem. Ale nic takiego nie było."
Jednak jego słowny konflikt z Bretem Hartem jest zdecydowanie jednym z największych "wydarzeń" roku.
Cała sprawa "wybuchła" wraz z ukazaniem się wyżej wspomnianej książki, która sprzedaje się w rekordowych nakładach. Aby nadać temu felietonowi nieco poważniejszy wymiar postanowiłem nie ograniczać się tylko i wyłącznie do mojej opinii, ale także przetłumaczyłem kilka ważniejszych zdań wypowiedzianych przez osoby "wplecione" w te słowne utarczki. W dużej mierze tekst opiera się o wypowiedzi Dave'a Meltzera, gdyż inaczej nie znając wszystkich faktów mógłbym napisać kompletne bzdury, a tego chyba nie chcemy :)
Bret Hart 13 lipca zamieścił na stronie Wrestling Observera odpowiedź na zarzuty, jakie stawia mu Ric Flair. Mianowicie - Ric twierdził, że Bret nigdy nie był najlepszym wrestlerem i uwierzył w swój catchphrase "the best there is....", że nigdy nie był on naprawdę wielkim "drawem", i że wszystko to, co wyczyniał Hitman po screw jobie i śmierci Owena było jedną wielką pomyłką pokazując tylko i wyłącznie jak zgorzkniałym człowiekiem jest Bret. Mało jest chyba wrestlerów, którzy w takiej sytuacji zachowali by milczenie. Tym bardziej nie dziwiła tak stanowcza reakcja. Jednak - czy aby na pewno, Bret nie posunął się nieco za daleko, i złość, która przez niego przemawiała nie okazała się jego największym wrogiem?
Czy Bret Hart nigdy nie był najlepszym wrestlerem? Czy faktycznie uwierzył w swój catchphrase "the best there is, the best there was, and the best there ever will be"?
Bret odpowiada "kiedy mówię, że jestem najlepszy składają się na to 3 rzeczy. Po pierwsze i najważniejsze, nigdy nie kontuzjowałem żadnego wrestlera, pomimo mojego stylu. To jest coś, z czego jestem dumny, i nie znam nikogo, kto pracował tak długo jak ja, i mógłby powiedzieć to samo. Drugi powód, to fakt, że przez 14 lat byłem w WWF, często tocząc 300 walk w roku, i opuściłem tylko jedną walkę - z powodu odwołanego lotu. Ponownie, nie sądzę, że istnieje ktokolwiek, kto miał tak ciężki rozkład i z pełną szczerością może powiedzieć to samo. Trzeci powód - przez całą swoją karierę nigdy nie odmówiłem wypromowania wrestlera, przegrania walki - za wyjątkiem Survivor Series '97."
*W istocie - Htiman stoczył praktycznie 300 walk w roku. Jeżeli jednak odwołujemy się w tym wypadku do Flaira - Ric miał na swoim koncie mnóstwo walk w okresie od 1981 do 1987 roku. Nie da się powiedzieć dokładnie ile, na pewno więcej niż Bret. Hitman chyba jednak zapomniał, że wówczas organizowano znacznie mniej gal (zwłaszcza w przypadku NWA które non stop popadało w kryzys finansowy, a ich house showy zostały w pewnym okresie odwołane). Takie były czasy. Ciekawi mnie jednak, w jakim stanie byłby Hitman tocząc walki mając ponad 50 lat? Czy nadal wytrzymał by tak napięty terminarz? Flair jak na swój wiek, ilość stoczonych walk w całej karierze, jest swoistym fenomenem. Odniósł dużo kontuzji, przeżył wypadek samolotowy, tak więc - jaki booker przy zdrowych zmysłach, dawałby mu 300 walk w roku?! Do tego trzeba też dodać, że Flair jest na topie od końca lat 70'tych, Hitman był na topie od początku lat 90'tych. Co to oznacza? Obaj brali udział w walkach zupełnie innej rangi, Bret uczestniczył w kilkuminutowych walkach walcząc w teamie z Jimem Neidhartem, Flair toczył 20,30 czy nawet 50 minutowe walki z wrestlerami różnej klasy, zarówno wspaniałymi technikami, jak i zawodnikami których uznaje się za mało utalentowanych - dla przykładu Lex Luger. Stoczyć 300 walk w roku to wielka sprawa, jednak - czy ilość walk traktuje o tym jak dobrym jest się wrestlerem? Według mnie, chodzi tu raczej o ich jakość. Goldberg (tylko dla przykładu:) mógł stoczyć ponad 200 walk w 1998 roku, ale czy oznacza to, że może się uznawać choćby pod tym względem za naprawdę wybitnego wrestlera? O jakości walk jednak później…
*Hitman nigdy nie protestował, zawsze promował innych zawodników - za wyjątkiem Survivor Series 97. I to się zgadza. Jest to niezaprzeczalnie jeden z największych atutów tego wrestlera, robił to, co mu kazano, niestety - nie zachowano się wobec niego fair. Aczkolwiek sprawa słynnego "screw jobu" ciągnie się już szmat czasu i pewnie nigdy nie ucichnie, warto wspomnieć o tym, że Bret powiedział do Shawna Michaelsa przed ich walką na Wrestlemanii XII "mimo iż nie darzymy się zbytnią sympatią, wiedz, że kiedy będzie trzeba oddam ci pas bez żadnych problemów", odpowiedź Michaelsa nie była zbyt zadowalająca "dzięki, ale ja nie zrobiłbym tego samego dla ciebie". Bret nie chciał stracić tytułu na rzecz Michaelsa ale tylko podczas Survivor Series. Natomiast HBK nie chciał z nim przegrać ani w Kanadzie, ani w innym miejscu, po prostu - nie dopuszczał do siebie takiej myśli. Nie jest to odpowiedź godna profesjonalisty, od tamtego czasu jak wiadomo było jeszcze gorzej, a fakt, iż HBK & HHH są obecnie dobrymi kumplami Flaira, mógł się jeszcze bardziej odbić na negatywnym komentarzu Breta który jeszcze tu przytoczę.
Jeżeli zaś chodzi o jobbowanie Rica, to odmawiał częściej niż Hitman, a najbardziej znany przypadek miał miejsce w 1990 r. kiedy Ric zrezygnował z jobbowania na rzecz... Lexa Lugera podczas gal w Chicago, St.Louis oraz Baltimore. I Ric miał dużo racji (z punktu widzenia biznesu) gdyż prawdziwe pieniądze można było zarobić na walkach Flair-Sting, i strata tytułu przez Flaira zanim Sting był gotów do powrotu po kontuzji, nie miała żadnego sensu. Tak czy inaczej Bret swoim profesjonalnym podejściem za kulisami mógł być dla wielu przykładem, Flair - także, jednak częściej wykorzystywał swoje cwaniactwo i pozycję aby odnosić większe korzyści, co specjalnie mu się nie chwali. Przynajmniej ja tak twierdzę. Co do opinii speców - Flair robił dobrze, gdyż miał niesamowity instynkt, wiedział co może okazać się sukcesem, a co niewypałem, i przez dobre kilka lat (za wyjątkiem pamiętnego Black Scorpiona) toczył programy które kończyły się sukcesem.
*No i pierwsze stwierdzenie Breta "nigdy nie kontuzjowałem żadnego wrestlera" zostawiłem specjalnie na koniec. Nie mam zamiaru pastwić się nad Bretem, nie to jest moim celem, jednak... Ktoś tu mija się z prawdą. Flair kontuzjował sporą ilość wrestlerów, jednak rozkładając to na całą jego karierę, jest to liczba naprawdę znikoma. To raczej Ric był częściej kontuzjowany niż wszyscy jego przeciwnicy razem wzięci. Nie da się jednak zapomnieć o kilku sytuacjach jak choćby w latach 70'tych gdy trzeba było przerwać walkę Flaira z powodu zbyt mocnych chopsów w jego wykonaniu (przeciwnik Rica zaczął pluć krwią). Flair często walczył zbyt stiffowo, ale Ric pochodzi jeszcze ze "starej" szkoły, i mało, który zawodnik rozpoczynający swoje występy w tamtym okresie, walczył delikatnie.
A czy Bret faktycznie nikogo nie kontuzjował? W latach 80'tych, jego "ofiarą" padł jeden z zawodników teamu Killer Bees. Niby nic groźnego - tylko złamane 2 palce, ale jednak jest to pewna różnica, i nie można już powiedzieć, że "nie kontuzjowałem żadnego wrestlera". Jednak było to dawno temu, dlatego też większość fanów (w tym i ja) nie pamięta zapewne tego zdarzenia. Niestety - na tym nie koniec. Fani Stinga, Goldberga, oraz zagorzali miłośnicy WCW, zapewne pamiętają walkę Sting vs Goldberg. Pod koniec na ring wbiegł Hitman który zaatakował obydwu zawodników krzesłem. Hart schrzanił najzwyklejsze uderzenie w kostkę. Wyglądała ona na tyle kiepsko, że wszyscy przerazili się iż jest złamana i wysłano Goldberga na prześwietlenie. Na szczęście, wykryto tylko drobne odłamki kości, i Bill pauzował przez 2 tygodnie. A może Bret o tym nie wspomniał, bo czuje żal do Goldberga za pamiętny superkick?
Kwestia tego czy Bret był kiedykolwiek dużym drawem jest chyba najbardziej dyskusyjna. Flair twierdzi "kiedy Bret był w WWF w latach 80'tych, wówczas szalał Hogan, a on był zwykłym mid-carderem w Hart Foundation. Kiedy dostał tytuł, nie zarobił żadnych pieniędzy. Vince będąc geniuszem, nie mógł znaleźć żadnego sposobu by go zwolnić, gdyż podpisał z nim długoterminowy kontrakt za wielkie pieniądze. Bischoff jest idiotą bo podpisał kontrakt z Bretem Hartem. Bret poszedł do WCW, nie zarobił dziesięciu centów, zabrał zabawki i poszedł do domu. Czy to czyni z ciebie wielką gwiazdę?".
Odpowiedź Hitmana - "Dzień po walce na Wembley podczas SummerSlam 92, usłyszałem jak ktoś puka do drzwi mojego pokoju. To byli Randy Savage i Flair. Obaj uścisnęli moją rękę, i pamiętam jak Flair szczerząc zęby powiedział "Bracie, to była najlepsza walka jaką kiedykolwiek widziałem. Najlepsza". Mówiąc, że nie byłem dobrym draw'em, Flair mnie rozśmieszył. Każdy wie, że przez większość czasu wrestlerzy WCW pracowali przed pustymi krzesłami, w pustych arenach. Wystarczy zobaczyć DVD Flair'a, aby ujrzeć puste miejsca i tą samą jedną walkę, którą toczył z innymi przeciwnikami, niezależnie od ich stylu czy wzrostu. Po tym jak Vince kazał mu powtórzyć walkę na Saturday Night Main Event, jego dni były policzone, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. 6 tygodni później, Flair usłyszał, że ma stracić tytuł podczas walki w Saskatoon, 12 października 1992. To ja miałem go pokonać, ale jak zrozumiałem - nie chciał mnie wypromować w TV, pomimo faktu, iż wcześniej stwierdził, że moja walka na Wembley była najlepszą jaką kiedykolwiek widział. Byłem największym drawem WWF w Europie, nie wyprzedałem hal, ale wyprzedałem całe tournee! Byłem także bardzo popularny na północy." "Jak on (Flair) może mówić, że był jakimkolwiek draw'em w porównaniu ze mną? Wiele house show'ów oraz PPVs które headline'owałem było jednymi z największych(...)"
*Od 1994 roku (później opiszę, dlaczego nie od 1993), do początku 1997 r. Bret był najlepszym drawem w WWF. Nie był to wprawdzie "złoty" okres dla wrestlingu, ale i tak przez 4 bite lata, Bret był na topie, a WWF przyciągało wówczas do hal i przed TV więcej osób niż każda inna federacja na terenie USA. Gdyby Flair znalazł się wtedy na miejscu Harta federacji nie szłoby tak dobrze, a na pewno nie byłoby lepiej. Wydaje się, iż Vince także tak sądził. Jednak Vince sądził, że Kevin Nash jako Diesel był jeszcze lepszym draw'em niż oni dwaj, więc na tej podstawie, nie można powiedzieć, że McMahon zawsze miał i ma rację :)
Powodem dla którego Flair wypadłby gorzej, jest fakt iż Ric zawsze sprzedawał się lepiej jako face, ale wolał pracować jako heel. Flair - w tradycyjny dla siebie sposób - odgrywający heela, nie byłby tak efektywny jak "autentyczny" babyface "odtwarzany" przez Hitmana.
Fakty są takie, że najważniejszy w tym wszystkim jest... odpowiedni czas. W 1993 roku, lepiej było postawić na Harta niż Flaira. Co do wypowiedzi Ric'a - wydaje się, że trochę przemawia przez niego żal, iż nie powiodło mu się w WWF i faktycznie musiał stracić pas, na rzecz Hitmana. Natomiast Bret mówiąc o pustych miejscach w WCW, chyba zapomina o tym, iż kontrakt z tą organizacją podpisał jeszcze przed screw jobem, i wtedy najwyraźniej to, że jego walki będą oglądały "puste krzesła" mu nie przeszkadzało. A jak twierdzi "wrestling nie był dla mnie tylko pracą, był to jedyny sposób życia jaki znałem na długo nim Hogan czy Flair zasznurowali swoje buty i wzięli pierwsze lekcje wrestlingu, aby zobaczyć jak to jest."
Więc jak to jest Bret? Wracając jednak do tematu, Bret także nie sprawdziłby się w latach 80'tych jako draw NWA. Z tego samego powodu, co Ric w WWF. Flair w latach 80'tych zebrał największe widownie w całej historii, w takich miastach jak St.Louis, Miami, Greensboro, Kansas City, Dallas, San Francisco, Honolulu. W okresie swoich występów, i tak lepsi byli od nich Bruno Sammartino oraz Bob Backlaund. A całkiem niedawno jeszcze lepiej sprzedawały się gale z udziałem Rocka, Hogana, Undertakera i - przede wszystkim - Austina. Tak więc "drawing power" Flaira oraz Hitmana jest porównywalny, przypada jednak na inne okresy oraz inne miejsca. Flaira potrafił przez bardzo krótki moment przebić w WCW nawet Sting (który nigdy nie był zaliczany do wielkich draw'ów), natomiast Hitmana w 1996 roku - Ultimate Warrior. Bret szczyci się tym, jak dobry i zaskakujący rezultat osiągnęła Wrestlemania XII mówiąc głównie o swojej osobie (i z jednej strony to fakt, gdyż Michaels nie sprzedawał się wtedy najlepiej), a fakty są takie, że to właśnie dla Warriora większość przyszła na galę. Podczas main eventu bardzo dużo osób zaczęło opuszczać halę, a już jak Michaels zaczął celebrować, widoczne były "puste krzesła"... Jednak Hitman był siłą napędową WWF w latach 1993-1997 i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. To, co było potem, w WCW - okazało się niewypałem...
Flair to WCW, Hitman to WWF, jak widać zmiana miejsca pracy nie wyszła im wówczas na dobre (poza względem finansowym, nie zyskali dosłownie nic). Tyle tylko, że Flair potrafił odbudować swoją pozycję, natomiast Bret takiej okazji już nie miał…
„To Be the Man” to książka budząca wiele kontrowersji, jednak Ric zdecydowanie przesadził wspominając o tragicznej śmierci Owena, oraz krytykując postawę Hitmana po całym tym zdarzeniu. „Straciłem szacunek dla Breta kiedy lamentował latami. Kiedy zmarł Owen, to była tragedia… Co się wtedy stało? Bret ponownie zaczął mówić o Montrealu. Mogę to udokumentować(…)”, „Nie wiem dlaczego poruszyłem ten temat, po prostu chodziło mi to po głowie(…) Szkoda mi McMahonów bo Bret odebrał to bardzo osobiście. Czy to sprawa osobista między nim a McMahonami? Osobista między nim, a jego rodziną. Nigdy nie słyszałem aby ktoś inny z rodziny Hartów wariował na tym punkcie(…) Gdybym podczas RAW, w wieku 55 lat otrzymał piledriver i złamał kark, chciałbym aby moja rodzina pojawiła się na ringu, w następnym tygodniu i powiedziała, że „mój ojciec był jednym z najszczęśliwszych sukinsynów mogąc być częścią tego show, kochamy was, dziękujemy za każdą minutę jego życia.”(…) Rodzina Hartów powinna zareagować inaczej”. Mike Landsberg (robił wywiad z Ric’iem) „Zginąć przez piledriver, a umrzeć tak jak Owen to inna sprawa.”, Flair – „śmierć to śmierć”. "Tragedią jest gdy ktoś umiera, nie ważne czym się zajmuje. To był wypadek. Nie było w tym niczyjej winy, a jeżeli była, to po stronie firmy produkującej kable, była sprawa w sądzie, ale nie ma to nic wspólnego z rodziną McMahonów. Nie tylko ja tak uważam. Byłem bardzo zawiedziony, że ktokolwiek mógł to połączyć z Montrealem."
Dla Hitmana ten „atak” to było zbyt dużo. W zasadzie – to właśnie ta wypowiedź Flaira, sprawiała, że postanowił się odezwać. Gdyby Flair krytykował Harta tylko za jego postawę w ringu, nie sprawy poza nim, to można by przyznać mu sporo racji. Każdy kto czytał jego biografię, przyznaje, że było to w złym guście, i że obniża ostateczną notę tej pasjonującej lektury. Nie ważne jak dużo Flair miał racji, nie powinien był podejmować tego tematu.
Bret Hart „Flairowi łatwo oskarżać mnie o zajście na Survivor Series w Montrealu, ale wszystko co mogę powiedzieć, to fakt, iż ignoruje on znaczną część prawdy(…) Po tamtym zajściu pocieszyli mnie dwaj wielcy mistrzowie, Harley Race & Dory Funk Jr., którzy zadzwonili do mnie, i powiedzieli, że są dumni z tego jak zachowałem się w Montrealu. To jedyne poparcie jakiego kiedykolwiek potrzebowałem! To wszystko co muszę o tym powiedzieć. Jednak ponad wszystkim co powiedział Flair, znajduje się jego komentarz o tym jak wykorzystałem śmierć mojego kochanego brata Owena, to niewybaczalne. Szczerze, to zagranie tak niskiej klasy, że znajduje się poniżej jego poziomu! (…) Foley, Savage i Bret Hart radzą sobie w normalnym życiu. Gdzie jest Ric Flair? Chciałabym uderzyć Flaira prosto w nos – ale prawdopodobnie będę musiał kopnąć kogoś w tyłek aby to zrobił! Mówiąc słowami Dicka Cheneya, pie***l się Ric, i ciesz się, póki pewnego dnia ktoś taki jak ja, nie wepchnie twojej głowy wprost w twój tyłek.”
Od razu zaznaczam, że to co zrobił Flair nie zasługuje na jakiekolwiek pochwały. Flair nie znalazł się wówczas na miejscu Breta, nie ma racji jeżeli chodzi o screw job, i powinien był pominąć ten temat mówiąc w kontekście śmierci Owena. Owszem, to było zagranie poniżej poziomu. Jednak nawet Mick Foley stwierdził, że Bret nie powinien pisać, kiedy jest wściekły, a sam zrezygnował z dużej części swojej wypowiedzi na temat Rica, gdyż pisząc ją, był po prostu zły, a złość nie jest najlepszym sprzymierzeńcem. Bret zareagował bardzo impulsywnie, jednak trudno powiedzieć, jak zachowaliby się inni będąc na jego miejscu. Dlatego, mimo iż powiedział kilka mocnych słów, nie powinno się go akurat w tym przypadku krytykować, tylko starać się zrozumieć. Natomiast ciągłe narzekania Breta, na to jak jest pokrzywdzony przez los, i głupie komentarze podczas gal WWA oraz innych organizacji niezależnych także nie sprawiają najlepszego wrażenia. Hitman dostał w kość od życia. Flair wywodzi się z lepszej rodziny pod względem ekonomicznym niż Bret Hart. Kiedy Hart dorastał, był uznawany za biedne dziecko noszące ubrania swoich braci. Działo się tak głównie z dwóch powodów – wrestlingowy biznes nie radził sobie najlepiej, a poza tym, rodzeństwo Breta liczyło 10 osób. Rodzina Flaira nie była niezwykle bogata, ale jego ojciec był wybitnym lekarzem. To oraz fakt, że Flair bardzo szybko zaczął być uznawany za wielkiego wrestlera, sprawiło, że miał znacznie łatwiej. Hitman do wszystkiego dochodził ciężką pracą, i kto wie, czy gdyby nie odejście Flaira & Ultimate Warriora, dostałby WWF Title. W pewnym sensie pomogła mu także kontuzja Jima Neidharta, aczkolwiek Bret nie był jeszcze nawet brany pod uwagę jako mistrz IC. Ma dużo racji, ale w świecie wrestlingu nie było chyba jeszcze osoby, która narzekałaby na wszystko, co się stało w przeszłości, przez 6-7 lat. Przepraszam... Jest - Bruno Sammartino, tyle tylko, że zaprzestał po Wrestlemanii V...
Na tym kończą się – w zasadzie – zarzuty Flaira pod adresem Hitmana. Jednak kończyć ten felieton już teraz byłoby pomyłką, gdyż zostało powiedzianych i napisanych jeszcze wiele bardzo ciekawych rzeczy, związanych z Hitmanem, Flairerm, Foelyem czy Savagem.
Bret postanowił nie tylko się obronić, ale i zdecydowanie zaatakować Flaira. Najłatwiej było to zrobić poprzez podważenie jego umiejętności wrestlerskich. Przy okazji Bret wplątał w tą sprawę m.in. Savage’a & Foleya.
Jakie umiejętności ma Flair – każdy szanujący się fan dobrze wie, jakie toczył walki, jakich udzielał wywiadów, jednak według Breta, Flair był beznadziejnym i jest beznadziejnym wrestlerem, którego czasy minęły na początku lat 80’tych. Problem tylko w tym, że Bret powiedział „każdy ma prawo do swojej opinii, ale według mnie ważna opinia powinna być poparta odpowiednimi faktami”. I Bret może to wszystko poprzeć odpowiednimi faktami. Odpowiednimi dla niego…
Bret opowiada o ich pierwszej walce w New Heaven kiedy bronił IC title i zaproponował Ric'owi aby wymyślił jakiś finish. Bret miał wykonać top rope cross body, Flair miał go złapać i obaj mieli wypaść za ring, i zostać wyliczeni do 10. Wg. Hitmana, wykonał wszystko jak powinien, ale Ric miał za mało siły i w rezultacie nic z tego nie wyszło - "potem w szatni byłem zaskoczony jak Flair wszystkim wmawiał, że jakimś cudem zepsułem finish, mówiąc przy okazji, że nadal jestem młody i dopiero wszystko przede mną. Tymczasem wszystko co mogłem zrobić to wylądować w jego ramionach, reszta należała do niego." Wszystkie osoby które oglądały ten pojedynek (a zdobyć go jest naprawdę ciężko) zgodnie twierdzą, że była to ich najgorsza walka. Flair popełnił błąd - zgadza się. Czy jednak to faktycznie wszystko, co Bret mógł zrobić? Geez, to jak sprzedali tą akcję było beznadziejne, i nie wiem czy leży to tylko po stronie Rica, ale w istocie, nie wyglądało to najlepiej. Jednak Flair to nie Ahmed Johnson (akcja z Candadian Stampede kiedy złapał Vadera). Co do sytuacji jaka zaistniała w szatni, ciekawe czy gdyby Bret zepsuł akcję, a jego przeciwnik dopiero zaczynałby otrzymywać push, uznałby, iż to tylko jego wina i przyznał się do błędu? Trochę w to powątpiewam, zważywszy, że bardzo narzekał na Seana Waltmana (1-2-3 Kid, wówczas robił najlepsze walki w karierze) po ich walce na RAW w 94 roku, podczas gdy nikt inny nie miał mu nic do zarzucenia, łącznie z McMahonem który nagrodził go za tą walkę jeszcze większym pushem. Co ciekawe, pojawiły się głosy, że Bret nieco przekombinował w tym pojedynku, i w rezultacie otrzymaliśmy mat wrestling i bardzo mało ofensywnych akcji (chodziło głownie o high fly) w wykonaniu Kid'a (to samo zarzuca się Deanowi Malenko podczas jego walk z Reyem Mysterio, które toczyły się w parterze, i były przeplatane pojedynczymi ofensywnymi akcjami Reya).
Wracając do Flaira & Hitmana - house showy w których toczyli walki w main evencie, cieszyły się niezwykle.. małą popularnością. Zwłaszcza pod koniec roku, kiedy Bret posiadał pas. Na house show w Montrealu przyszło 6,200, tyle tylko, że dzieci były wpuszczane za połowę ceny, a Flair był niezwykle popularnym wrestlerem w Kanadzie (w latach 80'tych zebrał największą publiczność w Toronto, wyprzedzając Killera Kowalskiego i Bruno Sammartino), natomiast m.in gala w Boston Gardens okazała się wielką porażką. Można to odnieść do tego czy Bret faktycznie był tak dobrym drawem, tym bardziej, że po stracie tytułu na rzecz Yokozuny, miał mieć feud z Hulkiem Hoganem. Hogan stwierdził jednak, że nie straci tytułu na rzecz Hitmana który jest "za mały", a po drugie, że nie ma zamiaru toczyć feudu z kimś kto jest sporo w tyle jeżeli chodzi o popularność (ehh.. ego Hogana). Wydaje się, że WWF spokojnie promowało Hitmana (który - uwaga - walczył przecież w tag teamach jeszcze w 1994 roku, nawet podczas Royal Rumble) który małymi krokami zdobywał coraz większą popularność, i tak naprawdę dopiero na Wrestlemanii X był pełnowartościowym champem. Niestety, przez większość 1995 roku walczył z Lawlerem, Hakushim i Issaciem Yankeem, tak więc - ponownie, jego push został wstrzymany i nie był na topie, aż do Survior Series 1995. Jego największym sukcesem był feud z Austinem, ale o tym kto wówczas przyciągał publikę do hal można już dyskutować...
Bret o walce Savage vs Flair na Satuday Night's Main Event w Hershey 1992 - "Flair miał zdobyć w tej walce tytuł i Vince przygotował dopracowany storyline. Backstage razem z Vincem na stojąco oglądaliśmy tą walkę, i Vince zaczął się wkurzać, gdyż Flair nie robił nic co było napisane w skrypcie. Ric nigdy nie był w stanie zrobić więcej, niż swój rutynowy mecz, który składał się z high spotów zapożyczonych od Jackiego Fargo i midgetów, i już solidnie wypróbowanych i nudnych spotów ściągniętych od Buddy'ego Rogersa. Mój ojciec zawsze nazywał Flaira "rutyniarzem" - gdyż zawsze walczył tak samo, każdej nocy, w każdym miejscu. Wściekły Vince podszedł do Flaira zaraz po walce i nakazał jemu i rozdrażnionemu Savage'owi powrócić na ring i stoczyć walkę tak jak to było zaplanowane. Mimo wszystko Flair nadal nie był w stanie zadowolić Vince'a. Osobiście, spalił bym się ze wstydu za to w jakim świetle postawiłem federację, siebie samego, czy mojego przeciwnika, za całą tą farsę! Pamiętam, że powiedziałem Randy'emu, że według mnie Flair zademonstrował "30 minut braku psychologii", a Randy złapał się za głowę i śmiał się ze mną gdyż była to czysta prawda. Flair nie był dobrym wrestlerem. Tak, odstawiał wesołe wywiady, ale według mnie mistrz świata nigdy nie powinien zabawiać w rozpaczliwy sposób. Przyznam - Flaira dobrze się oglądało, i nie ma w tym nic złego." "Gdyby Ed Strangler Lewis albo Frank Gotch żyli, na pewno większe wrażenie zrobiłby na nich realizm oraz psychologia w walkach Micka czy Randy'ego, niż te śmieszne chopsy i akrobacje w narożniku, które kończyły się wspinaniem na kolejny i czekaniem aż przeciwnik spokojnie położy ręce na klatkę piersiową i wykona lekki slam. Takie firmowe, ale zarazem rutynowe akcje są dobre gdy są wykorzystywane raz na jakiś czas, wtedy dobrze się je ogląda, i zapomina o tym, że są śmieszne i często żałosne. Tymczasem my, oglądaliśmy tą samą akcję, za każdym razem gdy Flair zaczynał słabnąć itp." "Wiedziałem więcej o ringowej psychologii i prawdziwym wrestlingu w wieku 9 lat, niż Ric Flair wiedział przez całe swoje życie(...)"
Zdania na temat walki w Hershey i tego kto zawinił są bardzo podzielone. Fakty są takie, że pojedynek był kiepski, jedni winą obarczają Flaira, inni Savage'a który miał być wściekły, iż musi stracić pas na rzecz Rica. Jeżeli natomiast według Hitmana, Flair nigdy nie był dobrym wrestlerem, to najwyraźniej męczą go jakieś kompleksy, lub nie ma już żadnych argumentów które może wystosować w kierunku Nature Boy'a.
Rutynowe akcje w wykonaniu Rica to według mnie najnormalniejsza rzecz w świecie wrestlingu. Nie ma chyba wrestlera który stale nie wykonuje tych samych akcji, tych samych taunt'ów. W tym wypadku każdy zawodnik jest "rutyniarzem" łącznie z Bretem, który był bardzo przewidywalny kiedy dochodziło do tzw. "comebacku" (tak samo jak w przypadku Hogana czy Rock'a). Gdy przypominam sobie jego walki zawsze pojawiały się te same akcje, ewentualnie - zmieniał nieco ich kolejność, ale nie było chyba pojedynku bez schematu - backbreaker, flying elbow drop, russian leg sweep, superplex, sharpshooter + figure 4 leg lock (jeżeli walka była dłuższa). Tak więc nie zasługuje chyba na przydomek "Mr.Innovator", tak jak np. AJ Styles czy Bryan Danielson, którzy za każdym razem wprowadzają jakąś nową akcję, starają się zaskakiwać widza.
Flair nigdy też nie uznał Breta za złego wrestlera. W swojej książce napisał, że Shawn Michaels jest nieco lepszy niż Bret Hart, co chyba powinno wywołać tylko i wyłącznie uśmiech na twarzy Hitmana. Kto by się nie cieszyły, gdyby porównać go z - co by nie mówić - zawodnikiem wybitnym, chyba jednym z najlepszych all rounderów w historii wrestlingu. Ale zapewne Bret przypomniał sobie screw job...
Co się tyczy wywiadów Flaira, to właśnie w 1992 roku, uznano go za najlepszego specjalistę w tej dziedzinie... Dave Meltzer (WON) "Ric Flair był świeższy przy mikrofonie, niż w minonych latach, i toczył jeden wielki feud po drugim. Jim Cornette był dobry jeżeli chodzi o mniejsze organizacje, ale w tym roku zdecydowanie najlepszy był Flair. Chwilami niesamowity był Paul E. Dangerously (Heyman), i dałbym mu 3 pozycję. Pod uwagę brany był także Jake Roberts, i z powodu zaskakująco dobrych wywiadów pod koniec roku - Bret Hart". Jeżeli chodzi o wywiady z udziałem Flaira, to nigdy nie uznawałem ich za rozpaczliwe. Flair wiedział jak się zachować w danej sytuacji, wiedział kiedy wygłosić głęboki emocjonalny speech, a kiedy postawić na prawdziwą rozrywkę w pełnym tego słowa znaczeniu.
Z Hartem jest nieco inaczej... Tutaj zawsze wiedzieliśmy, czego można się spodziewać. To nie jest zła cecha, ale żaden z jego wywiadów się nie wyróżniał. Mając feud z takimi zawodnikami jak Diesel, Michaels, The Patriot, Bret zachowywał się tak samo. Jego wypowiedzi jako babyface'a były pełne szacunku, logiczne, spójne, ale nie zapadały zbytnio w pamięć, nie wprowadzały specjalnego ożywienia gdy się ich wysłuchiwało. Kiedy został heelem, pokazał się z niezłej strony, ale i tak nie siedziałem wbity w fotel. W przypadku Flaira było odwrotnie, i chyba dużo osób może powiedzieć to samo.
Psychologia... Nie wiem jak dużo Bret wiedział w wieku 9 lat, nie zmienia to jednak faktu, że Flair umiał zrobić dobrą walkę z każdym wrestlerem, poczynając od średnio utalentowanego Ronnie Garvina, po cruiserów z Filthy Animals czy typowego brawlera jakim jest Undertaker. Bret także miał taki okres w swojej karierze - w 1995 roku, kiedy świetnie poprowadził Diesel'a czy wcześniej wspomnianego Yankeema. Potem chyba, jednak coś się zacięło, a w WCW był już tylko cieniem samego siebie, i jedyną dobrą walkę stoczył z Chrisem Benoit (hmm, można jeszcze dorzucić DDP). Wiele osób wychwala jego walki ze Stingiem, ale nie było w nich nic, co czyniłoby je wyjątkowymi pod jakimkolwiek względem (w tym wypadku, chodzi raczej o sympatię do tych zawodników, tak się bowiem składa, że większość fanów Stinga to sympatycy Breta i na odwrót, sam do nich należałem).
Jak już jesteśmy przy tych ringowych "+" i "-" to warto wspomnieć o tym, kto dawał z siebie więcej. Flair każdej nocy, niezależnej od tego gdzie toczyła się walka, czy był to house show, gala tv, main event ppv, czy skromny show regionalny, dawał z siebie wszystko. Nigdy się nie oszczędzał.
Bret ma reputację wrestlera, który poruszał się trochę na house showach, a kiedy kamery były włączone, bądź oglądała go ogromna publiczność - wówczas podkręcał tempo. To nie jest jakiś zarzut pod adresem Breta, gdyż każdy inny wrestler niż Flair (oraz niegdyś DDP) ma określoną strategię, aby się nie przepracować. Na house showach nie trzeba się męczyć, bo fani są podekscytowani samym faktem, że widzą cię osobiście i są częścią tej szczególnej atmosfery, więc wystarczy wykonać kilka popisowych akcji, aby byli zadowoleni.
Kiedy po latach oglądam najlepsze walki Flaira & Hitmana, ich wywiady, dochodzę do wniosku, że oglądając Breta widzimy - po prostu - bardzo dobrego wrestlera w najlepszym okresie swojej długiej kariery. Oglądając Flaira, czuję, że oglądam prawdziwą gwiazdę.
"Największym wkładem Flaira w świat wrestlingu było "Wooo" po jego śmiesznych chopsach. Po pierwsze - chopsy bolą, i według mnie wyglądają jak gówno."
Chopsy bolą, zgadza się. Dziwne tylko, że twierdząc, że wyglądają jak gówno, samemu zdarzało mu się je stosować. Ale backbreaker, superplex, czy elbow drop w wykoanniu Breta nie zadają bólu...
Nie ma we wrestlingu akcji, które zupełnie nie bolą (hmm, no może leg drop Hogana i kilka innych..), ciekawe tylko, że mówi to wrestler, który uczył się wrestlingu tam gdzie się uczył (Hart's "Dungeon"). W ogóle - takie zdanie wypowiedziane przez wrestlera, sprawia, że chyba minął się z powołaniem. Ciekawe, co by powiedział na temat RVD gdyby walczył z nim w WWF na początku 2001 roku, kiedy to praktycznie każdy wrestler był przez niego - mniej lub bardziej - kontuzjowany? Hmm, pewnie, że "RVD nie umie w ogóle walczyć, to nie jest wrestler." Ciekawe, że wcześniej wspomniał "Gdyby Ed Strangler Lewis albo Frank Gotch żyli, na pewno większe wrażenie zrobiłby na nich realizm oraz psychologia w walkach Micka czy Randy'ego(...)".
Po pierwsze to Lewis & Gotch nigdy do świętoszków nie należeli, a po drugie, nie wiedziałem, że Bret tak bardzo zaczął cenić realizm. Proponuję więc CZW & BJPW panie Hart. Btw. Superkick od Goldberga nie bolał?:) (co nie zmienia faktu, że Goldberg to lekko mówiąc - nie największy talent). Teraz zapewne wkurzyłem fanów Hitmana, ale takie gadanie niczemu nie służy, nie przedstawia żadnych faktów, 0 w tym obiektywizmu. To tak, jakbym stwierdził, że piledriver ssie, bo może się przytrafić kontuzja, a następnie samemu go stosował... Nie wiem, może chopsy Hitmana miały jakąś magiczną moc, i zupełnie nie bolały i były wręcz "nieodczuwalne" dla przeciwnika.
Flair w swojej książce nie skrytykował ani Savage'a ani Foleya. Nazwał wprawdzie Mick'a "glorified stunt man" (znany kaskader), ale według Ric'a tak właśnie jest. "Mick zarabiał pieniądze, ale nie mógłby zrobić godzinnej walki gdyby nie miał 5 butli z tlenem na swoich plecach. Ten rodzaj rozrywki, sprawia, że wiele osób doznaje kontuzji. Szanuję fakt, że Foley robił to wszystko dla fanów". Co do Randy'ego, to stwierdził, że kiedy było trzeba, dawał z siebie 100%, a w latach 80'tych był w 5 najlepszych wrestlerów. Nie podobało mu się natomiast to, co działo się z nim od 1997 roku w WCW. Poza tym, Savage nawet nie zabrał głosu w tej całej sprawie.
I Ric Flair i Bret Hart to legendy. Sądzę jednak, że legendy zupełnie innego kalibru.
Flair to wrestler, który 16 razy zdobył tytuł mistrza świata. Co to oznacza? Musiał go stracić 16 razy, dzięki temu wypromował takich wrestlerów jak Ron Garvin, Sting, Barry Windham, Lex Luger czy Vader. Zastanówmy się dobrze, kogo wypromował tak naprawdę Bret Hart? Steve'a Austina. Czy jeszcze kogoś? Na pewno, przełomowym pojedynkiem, była walka Benoit vs Hitman, dzięki temu Benoit zaczęto postrzegać jako bardzo dobry materiał na mistrza. Czy jednak można wymienić kogoś jeszcze? Cóż, chyba nie za bardzo...
To co dzieje (i działo) się z Hitmanem, przypomina do złudzenia historię Bruno Sammartino. Byłego mistrza WWWF który przestał być "aktywną" gwiazdą, od czasu do czasu pojawiającą się tu i tam. Kiedy stracił zamiłowanie do wrestlingu, stał się wściekłą oraz zgorzkniałą osobą, która krytykowała WWF przy każdej okazji, łącznie z wrestlerami występującymi w tej organizacji (zarówno "nowymi" gwiazdami, jak i zawodnikami z którymi stawał w szranki na ringu). Dla osób, które go wówczas oglądały, ta zmiana musiała być smutna. Dla tych, którzy nie pamiętają jego występów w wyprzedanej Madison Square Garden, jest znudzonym i zmęczonym mężczyzną, który krytykuje to, o co jest zazdrosny.
Dlatego też, nie biorę za bardzo strony Hitmana, i tego jak odnosi się do książki Rica. W odpowiedzi na niektóre negatywne komentarze zawarte we wspomnieniach Nature Boy'a, Bret po prostu "odpłynął". Starał się poniżyć Flaira, zwiększając tym samym atrakcyjność swojej własnej historii, poklepał się po plecach, i rzucił swoje "brudne" komentarze w obieg. Można mu "wybaczyć" jeżeli weźmie się pod uwagę to co przeszedł, jednak tylko do pewnego stopnia. Tego typu zachowanie nie pasuje do kogoś, kto twierdzi, że jest "best there is, best there was, and the best there ever will be."
Wrestler, którego oglądałem dorastając, stacza się w dół od 1997 roku. To wszystko sprawia, że postrzegam go właśnie jako takiego "zgorzkniałego" wrestlera. Osoby które pamiętają jego występy, nadal ściągają walki z jego udziałem, wiedzą kim był, co sobą reprezentował. Człowiek z tak dużym talentem, ogromny dziedzictwem, pogrąża się tylko, skupiając na wszelkich negatywach z przeszłości. Dla wielu nowych fanów, to co osiągnął może się zupełnie nie liczyć. Mogą nie pamiętać jego walk z Austinem, Flairem, Michaelsem i innymi. Mogą postrzegać Harta jako zwykłego znudzonego człowieka, byłą gwiazdę narzekającą tak głośno jak to tylko możliwe, do wszystkich, którzy starają się go wysłuchać. Im więcej mówi, więc tym bardziej "Excellence of Executin" (btw. tak powinien tytułować się Hiroshi Hase) wydaje się być zwykłą beksą. Bret Hart to Bruno Sammartino nowej generacji, takie są niestety przykre fakty. Mam jednak nadzieję, że "czarne" dni w jego życiu już się skończyły, i choć w połowie - zacznie przypominać osobę którą był w okresie swojej świetności.
Mam nadzieję, że felieton się spodobał. Oto i najbardziej prestiżowe nagrody Wrestling Observera jakie otrzymali Ric i Bret.
Wrestler roku:
Ric Flair - 1982, 1983, 1984, 1985, 1986, 1989, 1990, 1992
Bret Hart: 0 (w latach jego dominacji wygrywali Vader, Toshiaki Kawada, Mitsuharu Misawa, Kenta Kobashi, Misawa)
Najbardziej niesamowity wrestler:
Ric Flair: 1986, 1987, 1989
Bret Hart: 0 (Kobashi, Kobashi, Manami Toyota, Rey Mysterio Jr., Misawa)
Najlepszy heel:
Ric Flair - 1991
Bret Hart - 0
Feud roku:
Ric Flair: 1989 vs Terry Funk, 1996 WCW vs NWO (odgrywał w nim ważną rolę)
Bret Hart: 1993 vs Jerry Lawler, 1997 Steve Austin vs Hart Foundation (także odgrywał w nim kluczową rolę)
Najlepsze wywiady:
Ric Flair: 1991, 1992, 1994
Bret Hart - 0
Najbardziej charyzmatyczny:
Ric Flair: 1980, 1982 (razem z Dustym Rhodes'em), 1983, 1984, 1993
Bret Hart: 0
Najlepszy techniczny zawodnik:
Ric Flair - 0
Bret Hart - 0
Najlepsza wrestlingowa walka roku:
Ric Flair - 1983 vs Harley Race 11/24 Greensboro, 1986 vs Barry Windham 2/14 Orlando, 1988 vs Sting 3/27 Greensboro, 1989 vs Ricky Steamboat 4/2 Nowy Orlean,
Bret Hart - 1997 vs Steve Austin 3/23 Chicago
Ulubiony wrestler wg. czytelników:
Ric Flair: 1984, 1985, 1986, 1987, 1988, 1989, 1990, 1991, 1992, 1993, 1996
Bret Hart: 0
Feudy
Najgorsza walka roku:
Ric Flair - 1996 Hogan & Savage vs Flair, Arn Anderson, Meng & Barbarian, Kevin Sullivan, Ze Gangsta & Ultimate Solution
Bret Hart - 0
Kiedy w 1992 roku zaczynałem oglądać wrestling, było wielu wrestlerów, którzy zwracali moją uwagę. Każdy kto czytał "Eye of Destruction", wie o kim mówię: Undertaker, Great Muta, Sting, czy "nieśmiertelny" Ricky Steamboat. Od zawsze za jednego z najlepszych heeli (choć większe sukcesy odnosił jako face) uznawałem Rica Flaira. Równie dobry był Bret Hart, którego z kolei tolerowałem jako face'a. Nie ma co jednak kłamać, iż działo się tak głównie dlatego, gdyż zaczynając moją przygodę z wrestlingiem, Bret był facem, co trwało aż przez 5 długich lat. Nie umiałem wyobrazić sobie go jako "bad guya". Jednak ostatnie wypowiedzi Flaira oraz Hitmana sprawiają, że wiele osób zaczyna dostrzegać ten sam podział w prawdziwym, codziennym życiu.
Dla jednych to Flair - pisząc swoją książkę i krytykując w niej Hitmana - stał się "uosobieniem" heela. Dla innych, Bret Hart - odpierając ataki Rica - stał się facem. Jak jednak wygląda prawda? Czy faktycznie, to wszystko można rozwiązać w tak prosty sposób, i dać jasną odpowiedź - tak Ric (lub Bret) ma rację? Jak wygląda prawda? Na pewno, na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, tak samo jak nie jestem w stanie odpowiedzieć po czyjej jestem stronie. Może dla niektórych od tego momentu będzie to lektura nudna, ale to wy sami musicie osądzić, kto ma rację, albo - przynajmniej - czyje argumenty wydają się być bardziej przekonujące.
Ric Flair to jeden z najlepszych wrestlerów w historii, nie chodzi tu już nawet o umiejętności czysto wrestlingowe, zapłacił dużą cenę za swoje poświęcenie, i trudno powiedzieć, czy rzeczywiście otrzymał w zamian to, co winien był otrzymać od tego "sportu" (a raczej biznesu). To poświęcenie kosztowało go małżeństwo, problemy z alkoholem, został znienawidzony przez swoje własne dzieci. Można powiedzieć, że Flair stał się wrestlingowym "potworem" dla którego jedynym celem w życiu, jest jak najlepsze odgrywanie własnej roli, roli z której nie potrafił "wyjść", z którą się utożsamiał i nadal utożsamia. Chyba nie taki był jego główny cel, aczkolwiek tylko on sam wie, co tak naprawdę chciał osiągnąć, i na ile "spełnionym" jest człowiekiem.
Jego książka "To Be the Man" traktuje (krytykuje) o takich zawodnikach jak Bret Hart, Mick Foley, Randy Savage, Bruno Sammartino czy Hulk Hogan. W niektórych przypadkach krytyka jest uzasadniona, w innych - nie. Opowiada także o tym jak Flair żył w latach, gdy odnosił największe sukcesy, o niekończących się imprezach, które zrujnowały jego życie osobiste i odcisnęły swoje brutalne piętno na pochodzącym z Charlotte,NC "Nature Boyu", który chciał zostać tylko wielkim wrestlerem. W dużej mierze, rozchodzi się o fakty, które wyżej przytoczyłem, opowiada o złym stylu życia - do czego zresztą Ric się przyznaje - i choćby z tego powodu darzę go ogromnym szacunkiem - niewielu jest albowiem wrestlerow, którzy chętnie przyznają się do popełnionych przez siebie błędów. Flair pisze także o "zakulisowej polityce" która sprawiła, że zaczął się zastanawiać nad swoją wartością, nad tym czy faktycznie - dobrze wybrał. Innym krytykowanym wrestlerem jest (wówczas booker NWA) Dusty Rhodes, który uznał Rica za kogoś, kto może zagrozić jego popularności i ze wszystkich sił starał się go poniżyć - czy to w ringu, wymyślając bezsensowne angle, czy też poza nim - pokazując swoją wyższość na każdym kroku. Nie pominął także Jima Herda który chciał z niego uczynić rzymskiego gladiatora i Erica Bischoffa który miał najwięcej do powiedzenia od 1993 roku, prawie do końca dni WCW. Flair podsumował jego osobę następującym zdaniem "Czasem miałem nieodparte wrażenie, że jest w nim "coś", co sprawia, że jest przyzwoitym człowiekiem. Ale nic takiego nie było."
Jednak jego słowny konflikt z Bretem Hartem jest zdecydowanie jednym z największych "wydarzeń" roku.
Cała sprawa "wybuchła" wraz z ukazaniem się wyżej wspomnianej książki, która sprzedaje się w rekordowych nakładach. Aby nadać temu felietonowi nieco poważniejszy wymiar postanowiłem nie ograniczać się tylko i wyłącznie do mojej opinii, ale także przetłumaczyłem kilka ważniejszych zdań wypowiedzianych przez osoby "wplecione" w te słowne utarczki. W dużej mierze tekst opiera się o wypowiedzi Dave'a Meltzera, gdyż inaczej nie znając wszystkich faktów mógłbym napisać kompletne bzdury, a tego chyba nie chcemy :)
Bret Hart 13 lipca zamieścił na stronie Wrestling Observera odpowiedź na zarzuty, jakie stawia mu Ric Flair. Mianowicie - Ric twierdził, że Bret nigdy nie był najlepszym wrestlerem i uwierzył w swój catchphrase "the best there is....", że nigdy nie był on naprawdę wielkim "drawem", i że wszystko to, co wyczyniał Hitman po screw jobie i śmierci Owena było jedną wielką pomyłką pokazując tylko i wyłącznie jak zgorzkniałym człowiekiem jest Bret. Mało jest chyba wrestlerów, którzy w takiej sytuacji zachowali by milczenie. Tym bardziej nie dziwiła tak stanowcza reakcja. Jednak - czy aby na pewno, Bret nie posunął się nieco za daleko, i złość, która przez niego przemawiała nie okazała się jego największym wrogiem?
Czy Bret Hart nigdy nie był najlepszym wrestlerem? Czy faktycznie uwierzył w swój catchphrase "the best there is, the best there was, and the best there ever will be"?
Bret odpowiada "kiedy mówię, że jestem najlepszy składają się na to 3 rzeczy. Po pierwsze i najważniejsze, nigdy nie kontuzjowałem żadnego wrestlera, pomimo mojego stylu. To jest coś, z czego jestem dumny, i nie znam nikogo, kto pracował tak długo jak ja, i mógłby powiedzieć to samo. Drugi powód, to fakt, że przez 14 lat byłem w WWF, często tocząc 300 walk w roku, i opuściłem tylko jedną walkę - z powodu odwołanego lotu. Ponownie, nie sądzę, że istnieje ktokolwiek, kto miał tak ciężki rozkład i z pełną szczerością może powiedzieć to samo. Trzeci powód - przez całą swoją karierę nigdy nie odmówiłem wypromowania wrestlera, przegrania walki - za wyjątkiem Survivor Series '97."
*W istocie - Htiman stoczył praktycznie 300 walk w roku. Jeżeli jednak odwołujemy się w tym wypadku do Flaira - Ric miał na swoim koncie mnóstwo walk w okresie od 1981 do 1987 roku. Nie da się powiedzieć dokładnie ile, na pewno więcej niż Bret. Hitman chyba jednak zapomniał, że wówczas organizowano znacznie mniej gal (zwłaszcza w przypadku NWA które non stop popadało w kryzys finansowy, a ich house showy zostały w pewnym okresie odwołane). Takie były czasy. Ciekawi mnie jednak, w jakim stanie byłby Hitman tocząc walki mając ponad 50 lat? Czy nadal wytrzymał by tak napięty terminarz? Flair jak na swój wiek, ilość stoczonych walk w całej karierze, jest swoistym fenomenem. Odniósł dużo kontuzji, przeżył wypadek samolotowy, tak więc - jaki booker przy zdrowych zmysłach, dawałby mu 300 walk w roku?! Do tego trzeba też dodać, że Flair jest na topie od końca lat 70'tych, Hitman był na topie od początku lat 90'tych. Co to oznacza? Obaj brali udział w walkach zupełnie innej rangi, Bret uczestniczył w kilkuminutowych walkach walcząc w teamie z Jimem Neidhartem, Flair toczył 20,30 czy nawet 50 minutowe walki z wrestlerami różnej klasy, zarówno wspaniałymi technikami, jak i zawodnikami których uznaje się za mało utalentowanych - dla przykładu Lex Luger. Stoczyć 300 walk w roku to wielka sprawa, jednak - czy ilość walk traktuje o tym jak dobrym jest się wrestlerem? Według mnie, chodzi tu raczej o ich jakość. Goldberg (tylko dla przykładu:) mógł stoczyć ponad 200 walk w 1998 roku, ale czy oznacza to, że może się uznawać choćby pod tym względem za naprawdę wybitnego wrestlera? O jakości walk jednak później…
*Hitman nigdy nie protestował, zawsze promował innych zawodników - za wyjątkiem Survivor Series 97. I to się zgadza. Jest to niezaprzeczalnie jeden z największych atutów tego wrestlera, robił to, co mu kazano, niestety - nie zachowano się wobec niego fair. Aczkolwiek sprawa słynnego "screw jobu" ciągnie się już szmat czasu i pewnie nigdy nie ucichnie, warto wspomnieć o tym, że Bret powiedział do Shawna Michaelsa przed ich walką na Wrestlemanii XII "mimo iż nie darzymy się zbytnią sympatią, wiedz, że kiedy będzie trzeba oddam ci pas bez żadnych problemów", odpowiedź Michaelsa nie była zbyt zadowalająca "dzięki, ale ja nie zrobiłbym tego samego dla ciebie". Bret nie chciał stracić tytułu na rzecz Michaelsa ale tylko podczas Survivor Series. Natomiast HBK nie chciał z nim przegrać ani w Kanadzie, ani w innym miejscu, po prostu - nie dopuszczał do siebie takiej myśli. Nie jest to odpowiedź godna profesjonalisty, od tamtego czasu jak wiadomo było jeszcze gorzej, a fakt, iż HBK & HHH są obecnie dobrymi kumplami Flaira, mógł się jeszcze bardziej odbić na negatywnym komentarzu Breta który jeszcze tu przytoczę.
Jeżeli zaś chodzi o jobbowanie Rica, to odmawiał częściej niż Hitman, a najbardziej znany przypadek miał miejsce w 1990 r. kiedy Ric zrezygnował z jobbowania na rzecz... Lexa Lugera podczas gal w Chicago, St.Louis oraz Baltimore. I Ric miał dużo racji (z punktu widzenia biznesu) gdyż prawdziwe pieniądze można było zarobić na walkach Flair-Sting, i strata tytułu przez Flaira zanim Sting był gotów do powrotu po kontuzji, nie miała żadnego sensu. Tak czy inaczej Bret swoim profesjonalnym podejściem za kulisami mógł być dla wielu przykładem, Flair - także, jednak częściej wykorzystywał swoje cwaniactwo i pozycję aby odnosić większe korzyści, co specjalnie mu się nie chwali. Przynajmniej ja tak twierdzę. Co do opinii speców - Flair robił dobrze, gdyż miał niesamowity instynkt, wiedział co może okazać się sukcesem, a co niewypałem, i przez dobre kilka lat (za wyjątkiem pamiętnego Black Scorpiona) toczył programy które kończyły się sukcesem.
*No i pierwsze stwierdzenie Breta "nigdy nie kontuzjowałem żadnego wrestlera" zostawiłem specjalnie na koniec. Nie mam zamiaru pastwić się nad Bretem, nie to jest moim celem, jednak... Ktoś tu mija się z prawdą. Flair kontuzjował sporą ilość wrestlerów, jednak rozkładając to na całą jego karierę, jest to liczba naprawdę znikoma. To raczej Ric był częściej kontuzjowany niż wszyscy jego przeciwnicy razem wzięci. Nie da się jednak zapomnieć o kilku sytuacjach jak choćby w latach 70'tych gdy trzeba było przerwać walkę Flaira z powodu zbyt mocnych chopsów w jego wykonaniu (przeciwnik Rica zaczął pluć krwią). Flair często walczył zbyt stiffowo, ale Ric pochodzi jeszcze ze "starej" szkoły, i mało, który zawodnik rozpoczynający swoje występy w tamtym okresie, walczył delikatnie.
A czy Bret faktycznie nikogo nie kontuzjował? W latach 80'tych, jego "ofiarą" padł jeden z zawodników teamu Killer Bees. Niby nic groźnego - tylko złamane 2 palce, ale jednak jest to pewna różnica, i nie można już powiedzieć, że "nie kontuzjowałem żadnego wrestlera". Jednak było to dawno temu, dlatego też większość fanów (w tym i ja) nie pamięta zapewne tego zdarzenia. Niestety - na tym nie koniec. Fani Stinga, Goldberga, oraz zagorzali miłośnicy WCW, zapewne pamiętają walkę Sting vs Goldberg. Pod koniec na ring wbiegł Hitman który zaatakował obydwu zawodników krzesłem. Hart schrzanił najzwyklejsze uderzenie w kostkę. Wyglądała ona na tyle kiepsko, że wszyscy przerazili się iż jest złamana i wysłano Goldberga na prześwietlenie. Na szczęście, wykryto tylko drobne odłamki kości, i Bill pauzował przez 2 tygodnie. A może Bret o tym nie wspomniał, bo czuje żal do Goldberga za pamiętny superkick?
Kwestia tego czy Bret był kiedykolwiek dużym drawem jest chyba najbardziej dyskusyjna. Flair twierdzi "kiedy Bret był w WWF w latach 80'tych, wówczas szalał Hogan, a on był zwykłym mid-carderem w Hart Foundation. Kiedy dostał tytuł, nie zarobił żadnych pieniędzy. Vince będąc geniuszem, nie mógł znaleźć żadnego sposobu by go zwolnić, gdyż podpisał z nim długoterminowy kontrakt za wielkie pieniądze. Bischoff jest idiotą bo podpisał kontrakt z Bretem Hartem. Bret poszedł do WCW, nie zarobił dziesięciu centów, zabrał zabawki i poszedł do domu. Czy to czyni z ciebie wielką gwiazdę?".
Odpowiedź Hitmana - "Dzień po walce na Wembley podczas SummerSlam 92, usłyszałem jak ktoś puka do drzwi mojego pokoju. To byli Randy Savage i Flair. Obaj uścisnęli moją rękę, i pamiętam jak Flair szczerząc zęby powiedział "Bracie, to była najlepsza walka jaką kiedykolwiek widziałem. Najlepsza". Mówiąc, że nie byłem dobrym draw'em, Flair mnie rozśmieszył. Każdy wie, że przez większość czasu wrestlerzy WCW pracowali przed pustymi krzesłami, w pustych arenach. Wystarczy zobaczyć DVD Flair'a, aby ujrzeć puste miejsca i tą samą jedną walkę, którą toczył z innymi przeciwnikami, niezależnie od ich stylu czy wzrostu. Po tym jak Vince kazał mu powtórzyć walkę na Saturday Night Main Event, jego dni były policzone, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. 6 tygodni później, Flair usłyszał, że ma stracić tytuł podczas walki w Saskatoon, 12 października 1992. To ja miałem go pokonać, ale jak zrozumiałem - nie chciał mnie wypromować w TV, pomimo faktu, iż wcześniej stwierdził, że moja walka na Wembley była najlepszą jaką kiedykolwiek widział. Byłem największym drawem WWF w Europie, nie wyprzedałem hal, ale wyprzedałem całe tournee! Byłem także bardzo popularny na północy." "Jak on (Flair) może mówić, że był jakimkolwiek draw'em w porównaniu ze mną? Wiele house show'ów oraz PPVs które headline'owałem było jednymi z największych(...)"
*Od 1994 roku (później opiszę, dlaczego nie od 1993), do początku 1997 r. Bret był najlepszym drawem w WWF. Nie był to wprawdzie "złoty" okres dla wrestlingu, ale i tak przez 4 bite lata, Bret był na topie, a WWF przyciągało wówczas do hal i przed TV więcej osób niż każda inna federacja na terenie USA. Gdyby Flair znalazł się wtedy na miejscu Harta federacji nie szłoby tak dobrze, a na pewno nie byłoby lepiej. Wydaje się, iż Vince także tak sądził. Jednak Vince sądził, że Kevin Nash jako Diesel był jeszcze lepszym draw'em niż oni dwaj, więc na tej podstawie, nie można powiedzieć, że McMahon zawsze miał i ma rację :)
Powodem dla którego Flair wypadłby gorzej, jest fakt iż Ric zawsze sprzedawał się lepiej jako face, ale wolał pracować jako heel. Flair - w tradycyjny dla siebie sposób - odgrywający heela, nie byłby tak efektywny jak "autentyczny" babyface "odtwarzany" przez Hitmana.
Fakty są takie, że najważniejszy w tym wszystkim jest... odpowiedni czas. W 1993 roku, lepiej było postawić na Harta niż Flaira. Co do wypowiedzi Ric'a - wydaje się, że trochę przemawia przez niego żal, iż nie powiodło mu się w WWF i faktycznie musiał stracić pas, na rzecz Hitmana. Natomiast Bret mówiąc o pustych miejscach w WCW, chyba zapomina o tym, iż kontrakt z tą organizacją podpisał jeszcze przed screw jobem, i wtedy najwyraźniej to, że jego walki będą oglądały "puste krzesła" mu nie przeszkadzało. A jak twierdzi "wrestling nie był dla mnie tylko pracą, był to jedyny sposób życia jaki znałem na długo nim Hogan czy Flair zasznurowali swoje buty i wzięli pierwsze lekcje wrestlingu, aby zobaczyć jak to jest."
Więc jak to jest Bret? Wracając jednak do tematu, Bret także nie sprawdziłby się w latach 80'tych jako draw NWA. Z tego samego powodu, co Ric w WWF. Flair w latach 80'tych zebrał największe widownie w całej historii, w takich miastach jak St.Louis, Miami, Greensboro, Kansas City, Dallas, San Francisco, Honolulu. W okresie swoich występów, i tak lepsi byli od nich Bruno Sammartino oraz Bob Backlaund. A całkiem niedawno jeszcze lepiej sprzedawały się gale z udziałem Rocka, Hogana, Undertakera i - przede wszystkim - Austina. Tak więc "drawing power" Flaira oraz Hitmana jest porównywalny, przypada jednak na inne okresy oraz inne miejsca. Flaira potrafił przez bardzo krótki moment przebić w WCW nawet Sting (który nigdy nie był zaliczany do wielkich draw'ów), natomiast Hitmana w 1996 roku - Ultimate Warrior. Bret szczyci się tym, jak dobry i zaskakujący rezultat osiągnęła Wrestlemania XII mówiąc głównie o swojej osobie (i z jednej strony to fakt, gdyż Michaels nie sprzedawał się wtedy najlepiej), a fakty są takie, że to właśnie dla Warriora większość przyszła na galę. Podczas main eventu bardzo dużo osób zaczęło opuszczać halę, a już jak Michaels zaczął celebrować, widoczne były "puste krzesła"... Jednak Hitman był siłą napędową WWF w latach 1993-1997 i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. To, co było potem, w WCW - okazało się niewypałem...
Flair to WCW, Hitman to WWF, jak widać zmiana miejsca pracy nie wyszła im wówczas na dobre (poza względem finansowym, nie zyskali dosłownie nic). Tyle tylko, że Flair potrafił odbudować swoją pozycję, natomiast Bret takiej okazji już nie miał…
„To Be the Man” to książka budząca wiele kontrowersji, jednak Ric zdecydowanie przesadził wspominając o tragicznej śmierci Owena, oraz krytykując postawę Hitmana po całym tym zdarzeniu. „Straciłem szacunek dla Breta kiedy lamentował latami. Kiedy zmarł Owen, to była tragedia… Co się wtedy stało? Bret ponownie zaczął mówić o Montrealu. Mogę to udokumentować(…)”, „Nie wiem dlaczego poruszyłem ten temat, po prostu chodziło mi to po głowie(…) Szkoda mi McMahonów bo Bret odebrał to bardzo osobiście. Czy to sprawa osobista między nim a McMahonami? Osobista między nim, a jego rodziną. Nigdy nie słyszałem aby ktoś inny z rodziny Hartów wariował na tym punkcie(…) Gdybym podczas RAW, w wieku 55 lat otrzymał piledriver i złamał kark, chciałbym aby moja rodzina pojawiła się na ringu, w następnym tygodniu i powiedziała, że „mój ojciec był jednym z najszczęśliwszych sukinsynów mogąc być częścią tego show, kochamy was, dziękujemy za każdą minutę jego życia.”(…) Rodzina Hartów powinna zareagować inaczej”. Mike Landsberg (robił wywiad z Ric’iem) „Zginąć przez piledriver, a umrzeć tak jak Owen to inna sprawa.”, Flair – „śmierć to śmierć”. "Tragedią jest gdy ktoś umiera, nie ważne czym się zajmuje. To był wypadek. Nie było w tym niczyjej winy, a jeżeli była, to po stronie firmy produkującej kable, była sprawa w sądzie, ale nie ma to nic wspólnego z rodziną McMahonów. Nie tylko ja tak uważam. Byłem bardzo zawiedziony, że ktokolwiek mógł to połączyć z Montrealem."
Dla Hitmana ten „atak” to było zbyt dużo. W zasadzie – to właśnie ta wypowiedź Flaira, sprawiała, że postanowił się odezwać. Gdyby Flair krytykował Harta tylko za jego postawę w ringu, nie sprawy poza nim, to można by przyznać mu sporo racji. Każdy kto czytał jego biografię, przyznaje, że było to w złym guście, i że obniża ostateczną notę tej pasjonującej lektury. Nie ważne jak dużo Flair miał racji, nie powinien był podejmować tego tematu.
Bret Hart „Flairowi łatwo oskarżać mnie o zajście na Survivor Series w Montrealu, ale wszystko co mogę powiedzieć, to fakt, iż ignoruje on znaczną część prawdy(…) Po tamtym zajściu pocieszyli mnie dwaj wielcy mistrzowie, Harley Race & Dory Funk Jr., którzy zadzwonili do mnie, i powiedzieli, że są dumni z tego jak zachowałem się w Montrealu. To jedyne poparcie jakiego kiedykolwiek potrzebowałem! To wszystko co muszę o tym powiedzieć. Jednak ponad wszystkim co powiedział Flair, znajduje się jego komentarz o tym jak wykorzystałem śmierć mojego kochanego brata Owena, to niewybaczalne. Szczerze, to zagranie tak niskiej klasy, że znajduje się poniżej jego poziomu! (…) Foley, Savage i Bret Hart radzą sobie w normalnym życiu. Gdzie jest Ric Flair? Chciałabym uderzyć Flaira prosto w nos – ale prawdopodobnie będę musiał kopnąć kogoś w tyłek aby to zrobił! Mówiąc słowami Dicka Cheneya, pie***l się Ric, i ciesz się, póki pewnego dnia ktoś taki jak ja, nie wepchnie twojej głowy wprost w twój tyłek.”
Od razu zaznaczam, że to co zrobił Flair nie zasługuje na jakiekolwiek pochwały. Flair nie znalazł się wówczas na miejscu Breta, nie ma racji jeżeli chodzi o screw job, i powinien był pominąć ten temat mówiąc w kontekście śmierci Owena. Owszem, to było zagranie poniżej poziomu. Jednak nawet Mick Foley stwierdził, że Bret nie powinien pisać, kiedy jest wściekły, a sam zrezygnował z dużej części swojej wypowiedzi na temat Rica, gdyż pisząc ją, był po prostu zły, a złość nie jest najlepszym sprzymierzeńcem. Bret zareagował bardzo impulsywnie, jednak trudno powiedzieć, jak zachowaliby się inni będąc na jego miejscu. Dlatego, mimo iż powiedział kilka mocnych słów, nie powinno się go akurat w tym przypadku krytykować, tylko starać się zrozumieć. Natomiast ciągłe narzekania Breta, na to jak jest pokrzywdzony przez los, i głupie komentarze podczas gal WWA oraz innych organizacji niezależnych także nie sprawiają najlepszego wrażenia. Hitman dostał w kość od życia. Flair wywodzi się z lepszej rodziny pod względem ekonomicznym niż Bret Hart. Kiedy Hart dorastał, był uznawany za biedne dziecko noszące ubrania swoich braci. Działo się tak głównie z dwóch powodów – wrestlingowy biznes nie radził sobie najlepiej, a poza tym, rodzeństwo Breta liczyło 10 osób. Rodzina Flaira nie była niezwykle bogata, ale jego ojciec był wybitnym lekarzem. To oraz fakt, że Flair bardzo szybko zaczął być uznawany za wielkiego wrestlera, sprawiło, że miał znacznie łatwiej. Hitman do wszystkiego dochodził ciężką pracą, i kto wie, czy gdyby nie odejście Flaira & Ultimate Warriora, dostałby WWF Title. W pewnym sensie pomogła mu także kontuzja Jima Neidharta, aczkolwiek Bret nie był jeszcze nawet brany pod uwagę jako mistrz IC. Ma dużo racji, ale w świecie wrestlingu nie było chyba jeszcze osoby, która narzekałaby na wszystko, co się stało w przeszłości, przez 6-7 lat. Przepraszam... Jest - Bruno Sammartino, tyle tylko, że zaprzestał po Wrestlemanii V...
Na tym kończą się – w zasadzie – zarzuty Flaira pod adresem Hitmana. Jednak kończyć ten felieton już teraz byłoby pomyłką, gdyż zostało powiedzianych i napisanych jeszcze wiele bardzo ciekawych rzeczy, związanych z Hitmanem, Flairerm, Foelyem czy Savagem.
Bret postanowił nie tylko się obronić, ale i zdecydowanie zaatakować Flaira. Najłatwiej było to zrobić poprzez podważenie jego umiejętności wrestlerskich. Przy okazji Bret wplątał w tą sprawę m.in. Savage’a & Foleya.
Jakie umiejętności ma Flair – każdy szanujący się fan dobrze wie, jakie toczył walki, jakich udzielał wywiadów, jednak według Breta, Flair był beznadziejnym i jest beznadziejnym wrestlerem, którego czasy minęły na początku lat 80’tych. Problem tylko w tym, że Bret powiedział „każdy ma prawo do swojej opinii, ale według mnie ważna opinia powinna być poparta odpowiednimi faktami”. I Bret może to wszystko poprzeć odpowiednimi faktami. Odpowiednimi dla niego…
Bret opowiada o ich pierwszej walce w New Heaven kiedy bronił IC title i zaproponował Ric'owi aby wymyślił jakiś finish. Bret miał wykonać top rope cross body, Flair miał go złapać i obaj mieli wypaść za ring, i zostać wyliczeni do 10. Wg. Hitmana, wykonał wszystko jak powinien, ale Ric miał za mało siły i w rezultacie nic z tego nie wyszło - "potem w szatni byłem zaskoczony jak Flair wszystkim wmawiał, że jakimś cudem zepsułem finish, mówiąc przy okazji, że nadal jestem młody i dopiero wszystko przede mną. Tymczasem wszystko co mogłem zrobić to wylądować w jego ramionach, reszta należała do niego." Wszystkie osoby które oglądały ten pojedynek (a zdobyć go jest naprawdę ciężko) zgodnie twierdzą, że była to ich najgorsza walka. Flair popełnił błąd - zgadza się. Czy jednak to faktycznie wszystko, co Bret mógł zrobić? Geez, to jak sprzedali tą akcję było beznadziejne, i nie wiem czy leży to tylko po stronie Rica, ale w istocie, nie wyglądało to najlepiej. Jednak Flair to nie Ahmed Johnson (akcja z Candadian Stampede kiedy złapał Vadera). Co do sytuacji jaka zaistniała w szatni, ciekawe czy gdyby Bret zepsuł akcję, a jego przeciwnik dopiero zaczynałby otrzymywać push, uznałby, iż to tylko jego wina i przyznał się do błędu? Trochę w to powątpiewam, zważywszy, że bardzo narzekał na Seana Waltmana (1-2-3 Kid, wówczas robił najlepsze walki w karierze) po ich walce na RAW w 94 roku, podczas gdy nikt inny nie miał mu nic do zarzucenia, łącznie z McMahonem który nagrodził go za tą walkę jeszcze większym pushem. Co ciekawe, pojawiły się głosy, że Bret nieco przekombinował w tym pojedynku, i w rezultacie otrzymaliśmy mat wrestling i bardzo mało ofensywnych akcji (chodziło głownie o high fly) w wykonaniu Kid'a (to samo zarzuca się Deanowi Malenko podczas jego walk z Reyem Mysterio, które toczyły się w parterze, i były przeplatane pojedynczymi ofensywnymi akcjami Reya).
Wracając do Flaira & Hitmana - house showy w których toczyli walki w main evencie, cieszyły się niezwykle.. małą popularnością. Zwłaszcza pod koniec roku, kiedy Bret posiadał pas. Na house show w Montrealu przyszło 6,200, tyle tylko, że dzieci były wpuszczane za połowę ceny, a Flair był niezwykle popularnym wrestlerem w Kanadzie (w latach 80'tych zebrał największą publiczność w Toronto, wyprzedzając Killera Kowalskiego i Bruno Sammartino), natomiast m.in gala w Boston Gardens okazała się wielką porażką. Można to odnieść do tego czy Bret faktycznie był tak dobrym drawem, tym bardziej, że po stracie tytułu na rzecz Yokozuny, miał mieć feud z Hulkiem Hoganem. Hogan stwierdził jednak, że nie straci tytułu na rzecz Hitmana który jest "za mały", a po drugie, że nie ma zamiaru toczyć feudu z kimś kto jest sporo w tyle jeżeli chodzi o popularność (ehh.. ego Hogana). Wydaje się, że WWF spokojnie promowało Hitmana (który - uwaga - walczył przecież w tag teamach jeszcze w 1994 roku, nawet podczas Royal Rumble) który małymi krokami zdobywał coraz większą popularność, i tak naprawdę dopiero na Wrestlemanii X był pełnowartościowym champem. Niestety, przez większość 1995 roku walczył z Lawlerem, Hakushim i Issaciem Yankeem, tak więc - ponownie, jego push został wstrzymany i nie był na topie, aż do Survior Series 1995. Jego największym sukcesem był feud z Austinem, ale o tym kto wówczas przyciągał publikę do hal można już dyskutować...
Bret o walce Savage vs Flair na Satuday Night's Main Event w Hershey 1992 - "Flair miał zdobyć w tej walce tytuł i Vince przygotował dopracowany storyline. Backstage razem z Vincem na stojąco oglądaliśmy tą walkę, i Vince zaczął się wkurzać, gdyż Flair nie robił nic co było napisane w skrypcie. Ric nigdy nie był w stanie zrobić więcej, niż swój rutynowy mecz, który składał się z high spotów zapożyczonych od Jackiego Fargo i midgetów, i już solidnie wypróbowanych i nudnych spotów ściągniętych od Buddy'ego Rogersa. Mój ojciec zawsze nazywał Flaira "rutyniarzem" - gdyż zawsze walczył tak samo, każdej nocy, w każdym miejscu. Wściekły Vince podszedł do Flaira zaraz po walce i nakazał jemu i rozdrażnionemu Savage'owi powrócić na ring i stoczyć walkę tak jak to było zaplanowane. Mimo wszystko Flair nadal nie był w stanie zadowolić Vince'a. Osobiście, spalił bym się ze wstydu za to w jakim świetle postawiłem federację, siebie samego, czy mojego przeciwnika, za całą tą farsę! Pamiętam, że powiedziałem Randy'emu, że według mnie Flair zademonstrował "30 minut braku psychologii", a Randy złapał się za głowę i śmiał się ze mną gdyż była to czysta prawda. Flair nie był dobrym wrestlerem. Tak, odstawiał wesołe wywiady, ale według mnie mistrz świata nigdy nie powinien zabawiać w rozpaczliwy sposób. Przyznam - Flaira dobrze się oglądało, i nie ma w tym nic złego." "Gdyby Ed Strangler Lewis albo Frank Gotch żyli, na pewno większe wrażenie zrobiłby na nich realizm oraz psychologia w walkach Micka czy Randy'ego, niż te śmieszne chopsy i akrobacje w narożniku, które kończyły się wspinaniem na kolejny i czekaniem aż przeciwnik spokojnie położy ręce na klatkę piersiową i wykona lekki slam. Takie firmowe, ale zarazem rutynowe akcje są dobre gdy są wykorzystywane raz na jakiś czas, wtedy dobrze się je ogląda, i zapomina o tym, że są śmieszne i często żałosne. Tymczasem my, oglądaliśmy tą samą akcję, za każdym razem gdy Flair zaczynał słabnąć itp." "Wiedziałem więcej o ringowej psychologii i prawdziwym wrestlingu w wieku 9 lat, niż Ric Flair wiedział przez całe swoje życie(...)"
Zdania na temat walki w Hershey i tego kto zawinił są bardzo podzielone. Fakty są takie, że pojedynek był kiepski, jedni winą obarczają Flaira, inni Savage'a który miał być wściekły, iż musi stracić pas na rzecz Rica. Jeżeli natomiast według Hitmana, Flair nigdy nie był dobrym wrestlerem, to najwyraźniej męczą go jakieś kompleksy, lub nie ma już żadnych argumentów które może wystosować w kierunku Nature Boy'a.
Rutynowe akcje w wykonaniu Rica to według mnie najnormalniejsza rzecz w świecie wrestlingu. Nie ma chyba wrestlera który stale nie wykonuje tych samych akcji, tych samych taunt'ów. W tym wypadku każdy zawodnik jest "rutyniarzem" łącznie z Bretem, który był bardzo przewidywalny kiedy dochodziło do tzw. "comebacku" (tak samo jak w przypadku Hogana czy Rock'a). Gdy przypominam sobie jego walki zawsze pojawiały się te same akcje, ewentualnie - zmieniał nieco ich kolejność, ale nie było chyba pojedynku bez schematu - backbreaker, flying elbow drop, russian leg sweep, superplex, sharpshooter + figure 4 leg lock (jeżeli walka była dłuższa). Tak więc nie zasługuje chyba na przydomek "Mr.Innovator", tak jak np. AJ Styles czy Bryan Danielson, którzy za każdym razem wprowadzają jakąś nową akcję, starają się zaskakiwać widza.
Flair nigdy też nie uznał Breta za złego wrestlera. W swojej książce napisał, że Shawn Michaels jest nieco lepszy niż Bret Hart, co chyba powinno wywołać tylko i wyłącznie uśmiech na twarzy Hitmana. Kto by się nie cieszyły, gdyby porównać go z - co by nie mówić - zawodnikiem wybitnym, chyba jednym z najlepszych all rounderów w historii wrestlingu. Ale zapewne Bret przypomniał sobie screw job...
Co się tyczy wywiadów Flaira, to właśnie w 1992 roku, uznano go za najlepszego specjalistę w tej dziedzinie... Dave Meltzer (WON) "Ric Flair był świeższy przy mikrofonie, niż w minonych latach, i toczył jeden wielki feud po drugim. Jim Cornette był dobry jeżeli chodzi o mniejsze organizacje, ale w tym roku zdecydowanie najlepszy był Flair. Chwilami niesamowity był Paul E. Dangerously (Heyman), i dałbym mu 3 pozycję. Pod uwagę brany był także Jake Roberts, i z powodu zaskakująco dobrych wywiadów pod koniec roku - Bret Hart". Jeżeli chodzi o wywiady z udziałem Flaira, to nigdy nie uznawałem ich za rozpaczliwe. Flair wiedział jak się zachować w danej sytuacji, wiedział kiedy wygłosić głęboki emocjonalny speech, a kiedy postawić na prawdziwą rozrywkę w pełnym tego słowa znaczeniu.
Z Hartem jest nieco inaczej... Tutaj zawsze wiedzieliśmy, czego można się spodziewać. To nie jest zła cecha, ale żaden z jego wywiadów się nie wyróżniał. Mając feud z takimi zawodnikami jak Diesel, Michaels, The Patriot, Bret zachowywał się tak samo. Jego wypowiedzi jako babyface'a były pełne szacunku, logiczne, spójne, ale nie zapadały zbytnio w pamięć, nie wprowadzały specjalnego ożywienia gdy się ich wysłuchiwało. Kiedy został heelem, pokazał się z niezłej strony, ale i tak nie siedziałem wbity w fotel. W przypadku Flaira było odwrotnie, i chyba dużo osób może powiedzieć to samo.
Psychologia... Nie wiem jak dużo Bret wiedział w wieku 9 lat, nie zmienia to jednak faktu, że Flair umiał zrobić dobrą walkę z każdym wrestlerem, poczynając od średnio utalentowanego Ronnie Garvina, po cruiserów z Filthy Animals czy typowego brawlera jakim jest Undertaker. Bret także miał taki okres w swojej karierze - w 1995 roku, kiedy świetnie poprowadził Diesel'a czy wcześniej wspomnianego Yankeema. Potem chyba, jednak coś się zacięło, a w WCW był już tylko cieniem samego siebie, i jedyną dobrą walkę stoczył z Chrisem Benoit (hmm, można jeszcze dorzucić DDP). Wiele osób wychwala jego walki ze Stingiem, ale nie było w nich nic, co czyniłoby je wyjątkowymi pod jakimkolwiek względem (w tym wypadku, chodzi raczej o sympatię do tych zawodników, tak się bowiem składa, że większość fanów Stinga to sympatycy Breta i na odwrót, sam do nich należałem).
Jak już jesteśmy przy tych ringowych "+" i "-" to warto wspomnieć o tym, kto dawał z siebie więcej. Flair każdej nocy, niezależnej od tego gdzie toczyła się walka, czy był to house show, gala tv, main event ppv, czy skromny show regionalny, dawał z siebie wszystko. Nigdy się nie oszczędzał.
Bret ma reputację wrestlera, który poruszał się trochę na house showach, a kiedy kamery były włączone, bądź oglądała go ogromna publiczność - wówczas podkręcał tempo. To nie jest jakiś zarzut pod adresem Breta, gdyż każdy inny wrestler niż Flair (oraz niegdyś DDP) ma określoną strategię, aby się nie przepracować. Na house showach nie trzeba się męczyć, bo fani są podekscytowani samym faktem, że widzą cię osobiście i są częścią tej szczególnej atmosfery, więc wystarczy wykonać kilka popisowych akcji, aby byli zadowoleni.
Kiedy po latach oglądam najlepsze walki Flaira & Hitmana, ich wywiady, dochodzę do wniosku, że oglądając Breta widzimy - po prostu - bardzo dobrego wrestlera w najlepszym okresie swojej długiej kariery. Oglądając Flaira, czuję, że oglądam prawdziwą gwiazdę.
"Największym wkładem Flaira w świat wrestlingu było "Wooo" po jego śmiesznych chopsach. Po pierwsze - chopsy bolą, i według mnie wyglądają jak gówno."
Chopsy bolą, zgadza się. Dziwne tylko, że twierdząc, że wyglądają jak gówno, samemu zdarzało mu się je stosować. Ale backbreaker, superplex, czy elbow drop w wykoanniu Breta nie zadają bólu...
Nie ma we wrestlingu akcji, które zupełnie nie bolą (hmm, no może leg drop Hogana i kilka innych..), ciekawe tylko, że mówi to wrestler, który uczył się wrestlingu tam gdzie się uczył (Hart's "Dungeon"). W ogóle - takie zdanie wypowiedziane przez wrestlera, sprawia, że chyba minął się z powołaniem. Ciekawe, co by powiedział na temat RVD gdyby walczył z nim w WWF na początku 2001 roku, kiedy to praktycznie każdy wrestler był przez niego - mniej lub bardziej - kontuzjowany? Hmm, pewnie, że "RVD nie umie w ogóle walczyć, to nie jest wrestler." Ciekawe, że wcześniej wspomniał "Gdyby Ed Strangler Lewis albo Frank Gotch żyli, na pewno większe wrażenie zrobiłby na nich realizm oraz psychologia w walkach Micka czy Randy'ego(...)".
Po pierwsze to Lewis & Gotch nigdy do świętoszków nie należeli, a po drugie, nie wiedziałem, że Bret tak bardzo zaczął cenić realizm. Proponuję więc CZW & BJPW panie Hart. Btw. Superkick od Goldberga nie bolał?:) (co nie zmienia faktu, że Goldberg to lekko mówiąc - nie największy talent). Teraz zapewne wkurzyłem fanów Hitmana, ale takie gadanie niczemu nie służy, nie przedstawia żadnych faktów, 0 w tym obiektywizmu. To tak, jakbym stwierdził, że piledriver ssie, bo może się przytrafić kontuzja, a następnie samemu go stosował... Nie wiem, może chopsy Hitmana miały jakąś magiczną moc, i zupełnie nie bolały i były wręcz "nieodczuwalne" dla przeciwnika.
Flair w swojej książce nie skrytykował ani Savage'a ani Foleya. Nazwał wprawdzie Mick'a "glorified stunt man" (znany kaskader), ale według Ric'a tak właśnie jest. "Mick zarabiał pieniądze, ale nie mógłby zrobić godzinnej walki gdyby nie miał 5 butli z tlenem na swoich plecach. Ten rodzaj rozrywki, sprawia, że wiele osób doznaje kontuzji. Szanuję fakt, że Foley robił to wszystko dla fanów". Co do Randy'ego, to stwierdził, że kiedy było trzeba, dawał z siebie 100%, a w latach 80'tych był w 5 najlepszych wrestlerów. Nie podobało mu się natomiast to, co działo się z nim od 1997 roku w WCW. Poza tym, Savage nawet nie zabrał głosu w tej całej sprawie.
I Ric Flair i Bret Hart to legendy. Sądzę jednak, że legendy zupełnie innego kalibru.
Flair to wrestler, który 16 razy zdobył tytuł mistrza świata. Co to oznacza? Musiał go stracić 16 razy, dzięki temu wypromował takich wrestlerów jak Ron Garvin, Sting, Barry Windham, Lex Luger czy Vader. Zastanówmy się dobrze, kogo wypromował tak naprawdę Bret Hart? Steve'a Austina. Czy jeszcze kogoś? Na pewno, przełomowym pojedynkiem, była walka Benoit vs Hitman, dzięki temu Benoit zaczęto postrzegać jako bardzo dobry materiał na mistrza. Czy jednak można wymienić kogoś jeszcze? Cóż, chyba nie za bardzo...
To co dzieje (i działo) się z Hitmanem, przypomina do złudzenia historię Bruno Sammartino. Byłego mistrza WWWF który przestał być "aktywną" gwiazdą, od czasu do czasu pojawiającą się tu i tam. Kiedy stracił zamiłowanie do wrestlingu, stał się wściekłą oraz zgorzkniałą osobą, która krytykowała WWF przy każdej okazji, łącznie z wrestlerami występującymi w tej organizacji (zarówno "nowymi" gwiazdami, jak i zawodnikami z którymi stawał w szranki na ringu). Dla osób, które go wówczas oglądały, ta zmiana musiała być smutna. Dla tych, którzy nie pamiętają jego występów w wyprzedanej Madison Square Garden, jest znudzonym i zmęczonym mężczyzną, który krytykuje to, o co jest zazdrosny.
Dlatego też, nie biorę za bardzo strony Hitmana, i tego jak odnosi się do książki Rica. W odpowiedzi na niektóre negatywne komentarze zawarte we wspomnieniach Nature Boy'a, Bret po prostu "odpłynął". Starał się poniżyć Flaira, zwiększając tym samym atrakcyjność swojej własnej historii, poklepał się po plecach, i rzucił swoje "brudne" komentarze w obieg. Można mu "wybaczyć" jeżeli weźmie się pod uwagę to co przeszedł, jednak tylko do pewnego stopnia. Tego typu zachowanie nie pasuje do kogoś, kto twierdzi, że jest "best there is, best there was, and the best there ever will be."
Wrestler, którego oglądałem dorastając, stacza się w dół od 1997 roku. To wszystko sprawia, że postrzegam go właśnie jako takiego "zgorzkniałego" wrestlera. Osoby które pamiętają jego występy, nadal ściągają walki z jego udziałem, wiedzą kim był, co sobą reprezentował. Człowiek z tak dużym talentem, ogromny dziedzictwem, pogrąża się tylko, skupiając na wszelkich negatywach z przeszłości. Dla wielu nowych fanów, to co osiągnął może się zupełnie nie liczyć. Mogą nie pamiętać jego walk z Austinem, Flairem, Michaelsem i innymi. Mogą postrzegać Harta jako zwykłego znudzonego człowieka, byłą gwiazdę narzekającą tak głośno jak to tylko możliwe, do wszystkich, którzy starają się go wysłuchać. Im więcej mówi, więc tym bardziej "Excellence of Executin" (btw. tak powinien tytułować się Hiroshi Hase) wydaje się być zwykłą beksą. Bret Hart to Bruno Sammartino nowej generacji, takie są niestety przykre fakty. Mam jednak nadzieję, że "czarne" dni w jego życiu już się skończyły, i choć w połowie - zacznie przypominać osobę którą był w okresie swojej świetności.
Mam nadzieję, że felieton się spodobał. Oto i najbardziej prestiżowe nagrody Wrestling Observera jakie otrzymali Ric i Bret.
Wrestler roku:
Ric Flair - 1982, 1983, 1984, 1985, 1986, 1989, 1990, 1992
Bret Hart: 0 (w latach jego dominacji wygrywali Vader, Toshiaki Kawada, Mitsuharu Misawa, Kenta Kobashi, Misawa)
Najbardziej niesamowity wrestler:
Ric Flair: 1986, 1987, 1989
Bret Hart: 0 (Kobashi, Kobashi, Manami Toyota, Rey Mysterio Jr., Misawa)
Najlepszy heel:
Ric Flair - 1991
Bret Hart - 0
Feud roku:
Ric Flair: 1989 vs Terry Funk, 1996 WCW vs NWO (odgrywał w nim ważną rolę)
Bret Hart: 1993 vs Jerry Lawler, 1997 Steve Austin vs Hart Foundation (także odgrywał w nim kluczową rolę)
Najlepsze wywiady:
Ric Flair: 1991, 1992, 1994
Bret Hart - 0
Najbardziej charyzmatyczny:
Ric Flair: 1980, 1982 (razem z Dustym Rhodes'em), 1983, 1984, 1993
Bret Hart: 0
Najlepszy techniczny zawodnik:
Ric Flair - 0
Bret Hart - 0
Najlepsza wrestlingowa walka roku:
Ric Flair - 1983 vs Harley Race 11/24 Greensboro, 1986 vs Barry Windham 2/14 Orlando, 1988 vs Sting 3/27 Greensboro, 1989 vs Ricky Steamboat 4/2 Nowy Orlean,
Bret Hart - 1997 vs Steve Austin 3/23 Chicago
Ulubiony wrestler wg. czytelników:
Ric Flair: 1984, 1985, 1986, 1987, 1988, 1989, 1990, 1991, 1992, 1993, 1996
Bret Hart: 0
Feudy
Najgorsza walka roku:
Ric Flair - 1996 Hogan & Savage vs Flair, Arn Anderson, Meng & Barbarian, Kevin Sullivan, Ze Gangsta & Ultimate Solution
Bret Hart - 0
piątek, 10 stycznia 2014
News
28 marca na gali Northeast Wrestling w Waterbury zmierzy się dwóch byłych zawodników TNA. Dojdzie do starcia AJ Stylesa z Mattem Hardym.
W trakcie brytyjskiej trasy ma dojść do kilku pojedynków:
- TNA World Heavyweight Champion Magnus vs James Storm (pojedynek mistrzowski)
- Rockstar Spud/Ethan Carter III vs Joseph Park/Eric Young/Ivan Minnock (prezenter telewizji RTE)
- Dublin Tables Match: Mr. Anderson vs Bully Ray
- X Division Title Match: Chris Sabin vs Austin Aries vs Samoa Joe
Były zawodnik TNA i WWE Matt Morgan ogłosił w wywiadzie, że odszedł z wrestlingu, aby zaopiekować się swoim pierwszym potomkiem - synem Jacksonem Morganem, a także aby spróbować sił, jako regionalny manager dużej medycznej firmy. Dodał, że decyzje o rezygnacji z wrestlingu była łatwa do podjęcia, a pieniądze, które ma tam zarobić przebijają wszystkie oferty negocjacyjne z WWE i TNA. Wciąż jednak pozostaje w dobrych stosunkach i kontaktach z obiema federacjami, ale obecnie nie zamierza wracać. Rozważa natomiast możliwość jakichś sporadycznych, okazjonalnych występów na galach niezależnych.
TNA nie przewiduje obecnie drugiego sezonu British Boot Camp.
Ostatni Impact Wrestling zgromadził przed telewizorami 1 100 000 widzów (spadek o 19 procent względem wcześniejszego tygodnia) oraz uzyskał ogólny rating 0.91 (spadek o 14% względem wcześniejszego tygodnia). Rating TNA w rozbiciu na kwadranse:
- Q1 - 1.01 - Angle wyzywające Roode'a na walkę na Genesis i segment z Dixie na zapleczu
- Q2 - 1.01 - walka Kim vs Rayne i segment Gunnera z Kurtem
- Q3 - 0.93 - X Division Title Match (Aries vs Sabin), segment ze Spudem, walka Shaw vs Fernum
- Q4 - 0.84 - segment z Roodem i Stormem na zapleczu, wejściówki na mecz drużynowy
- Q5 - 0.82 - Gunner/Angle vs Roode/Storm, promo Ethana Cartera
- Q6 - 0.88 - konfrontacja Stinga z Ethanem, Ray vs Park
- Q7 - 0.88 - pierwsza połowa koronacji Magnusa
- Q8 - 0.87 - druga połowa koronacji Magnusa, powrót Stylesa
Poniżej plakat promujący brytyjską trasę TNA po Wielkiej Brytanii, która rozpocznie się już pod koniec stycznia. Na plakacie brakuje dwóch głównych zawodników - Stinga oraz Jeffa Hardy'ego. Temu pierwszemu wygasa w najbliższym czasie kontrakt i nie wiadomo czy podpisze nowy, a Jeff Hardy ma problemy wizowe z wjazdem do Wielkiej Brytanii, dlatego ostatnio został zdjęty z anteny. Poza tą dwójką na plakacie widnieją wszystkie osoby biorące udział w trasie brytyjskiej - łącznie 25 osób. Co ciekawe jest to najmłodsza grupa zawodników TNA od kilku ostatnich lat.
W trakcie brytyjskiej trasy ma dojść do kilku pojedynków:
- TNA World Heavyweight Champion Magnus vs James Storm (pojedynek mistrzowski)
- Rockstar Spud/Ethan Carter III vs Joseph Park/Eric Young/Ivan Minnock (prezenter telewizji RTE)
- Dublin Tables Match: Mr. Anderson vs Bully Ray
- X Division Title Match: Chris Sabin vs Austin Aries vs Samoa Joe
Były zawodnik TNA i WWE Matt Morgan ogłosił w wywiadzie, że odszedł z wrestlingu, aby zaopiekować się swoim pierwszym potomkiem - synem Jacksonem Morganem, a także aby spróbować sił, jako regionalny manager dużej medycznej firmy. Dodał, że decyzje o rezygnacji z wrestlingu była łatwa do podjęcia, a pieniądze, które ma tam zarobić przebijają wszystkie oferty negocjacyjne z WWE i TNA. Wciąż jednak pozostaje w dobrych stosunkach i kontaktach z obiema federacjami, ale obecnie nie zamierza wracać. Rozważa natomiast możliwość jakichś sporadycznych, okazjonalnych występów na galach niezależnych.
TNA nie przewiduje obecnie drugiego sezonu British Boot Camp.
Ostatni Impact Wrestling zgromadził przed telewizorami 1 100 000 widzów (spadek o 19 procent względem wcześniejszego tygodnia) oraz uzyskał ogólny rating 0.91 (spadek o 14% względem wcześniejszego tygodnia). Rating TNA w rozbiciu na kwadranse:
- Q1 - 1.01 - Angle wyzywające Roode'a na walkę na Genesis i segment z Dixie na zapleczu
- Q2 - 1.01 - walka Kim vs Rayne i segment Gunnera z Kurtem
- Q3 - 0.93 - X Division Title Match (Aries vs Sabin), segment ze Spudem, walka Shaw vs Fernum
- Q4 - 0.84 - segment z Roodem i Stormem na zapleczu, wejściówki na mecz drużynowy
- Q5 - 0.82 - Gunner/Angle vs Roode/Storm, promo Ethana Cartera
- Q6 - 0.88 - konfrontacja Stinga z Ethanem, Ray vs Park
- Q7 - 0.88 - pierwsza połowa koronacji Magnusa
- Q8 - 0.87 - druga połowa koronacji Magnusa, powrót Stylesa
Poniżej plakat promujący brytyjską trasę TNA po Wielkiej Brytanii, która rozpocznie się już pod koniec stycznia. Na plakacie brakuje dwóch głównych zawodników - Stinga oraz Jeffa Hardy'ego. Temu pierwszemu wygasa w najbliższym czasie kontrakt i nie wiadomo czy podpisze nowy, a Jeff Hardy ma problemy wizowe z wjazdem do Wielkiej Brytanii, dlatego ostatnio został zdjęty z anteny. Poza tą dwójką na plakacie widnieją wszystkie osoby biorące udział w trasie brytyjskiej - łącznie 25 osób. Co ciekawe jest to najmłodsza grupa zawodników TNA od kilku ostatnich lat.
Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)
Poniżej plakat promujący TNA One Night Only Old School, które odbędzie się 7 lutego w systemie PPV.
Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)
czwartek, 9 stycznia 2014
News Co Dalej z Hardym !
Zastanawiam się kto może powstrzymać Carterów szukam... szukam... Może Jeff Jarret nie on odszedł a może... może... Aj Styles Nie Tesz Odszedł . Przez tych Carterów Tna Pozbyło sie Aj Stylesa Hulka Hogana Jarreta Rob Van Dam Różnych ... Tna ma coraz mniejszy Roster . Możliwe że do Tna dojdzie pare osób albo do WWE. Myślałem Co zrobi Sting z tym co Zrobił Magnus . Wiemy jurz że Hardy Ma Kontuzje Ten News Zakończony Z Pozdrowieniami Administrator .
stacje TV, Jeff Jarrett pracował nad swoim projektem od dłuższego czasu
Dixie Carter poinformowała na Twitterze, że podpisała nową wieloletnią umowę z Challenge TV na emisję tygodniówek Impact Wrestling oraz gal PPV w Wielkiej Brytanii.
Gorzej mają jednak ze stacją Spike TV. Ich obecna umowa wygasa w październiku, ale już teraz oficjele obu stron będą negocjować nowe warunki kontraktu. W TNA panuje obawa, że Spike może nie przedłużyć umowy, gdyż na tej stacji chce emitować swoje tygodniówki WWE. Dodatkowo w aktualnej umowie było zapisane, że TNA ma osiągnąć 2 milionową widownię do czego oczywiście nie doszło. Chyba ktoś przecenił obecność Hulka Hogana w TNA.
Homicide napisał na facebooku, że o planach Jeffa Jarretta wiedział już kilka tygodni temu. To by wskazywało, że Jarrett pracował nad nowym projektem będąc jeszcze w TNA. Coraz głośniej mówi się, że Jeff Jarrett jednak otworzy nową federację.
Gorzej mają jednak ze stacją Spike TV. Ich obecna umowa wygasa w październiku, ale już teraz oficjele obu stron będą negocjować nowe warunki kontraktu. W TNA panuje obawa, że Spike może nie przedłużyć umowy, gdyż na tej stacji chce emitować swoje tygodniówki WWE. Dodatkowo w aktualnej umowie było zapisane, że TNA ma osiągnąć 2 milionową widownię do czego oczywiście nie doszło. Chyba ktoś przecenił obecność Hulka Hogana w TNA.
Homicide napisał na facebooku, że o planach Jeffa Jarretta wiedział już kilka tygodni temu. To by wskazywało, że Jarrett pracował nad nowym projektem będąc jeszcze w TNA. Coraz głośniej mówi się, że Jeff Jarrett jednak otworzy nową federację.
Czy Magnus Zasługuje na Wordl Champion ? .
Jeżeli Magnus wygra walkę przeciwko AJowi to wiele wskazuje na to, że 29 stycznia w Dublinie jego rywalem będzie James Storm.
Highspots zapowiedzieli już, że zrobili shootowy wywiad z AJ Stylesem, który będzie można zobaczyć już niedługo. Oto mała zapowiedź tego co tam zobaczymy: http://www.youtube.com/watch?v=CANJqyzk-vY
Po tym jak storyline z udziałem Aces and Eights się zakończył, Brooke została wycofana z UK Touru o czym poinformowała na swoim twitterze.
Dewey Barnes na ostatnim live evencie wygrał swoją pierwszą walkę w TNA! Jego rywalem był Jessie Godderz.
Mówi się o tym, że TNA jest zainteresowane sprowadzeniem do siebie byłej gwiazdy WWE. Podobno miałoby to być spowodowane tym, że federacja nie jest pewna czy Sting przedłuży swój kontrakt. Aktualnie nie wiadomo o kogo chodzi, ale możliwe, że tą osobą jest John Morrison.
EDIT:
Na zapleczu TNA wiele osób twierdzi, że AJ Styles będzie walczył na Lockdown o pas WHC przeciwko Magnusowi. Mówi się również o tym, że Styles powróci w pełnym wymiarze czasowym.
Highspots zapowiedzieli już, że zrobili shootowy wywiad z AJ Stylesem, który będzie można zobaczyć już niedługo. Oto mała zapowiedź tego co tam zobaczymy: http://www.youtube.com/watch?v=CANJqyzk-vY
Po tym jak storyline z udziałem Aces and Eights się zakończył, Brooke została wycofana z UK Touru o czym poinformowała na swoim twitterze.
Dewey Barnes na ostatnim live evencie wygrał swoją pierwszą walkę w TNA! Jego rywalem był Jessie Godderz.
Mówi się o tym, że TNA jest zainteresowane sprowadzeniem do siebie byłej gwiazdy WWE. Podobno miałoby to być spowodowane tym, że federacja nie jest pewna czy Sting przedłuży swój kontrakt. Aktualnie nie wiadomo o kogo chodzi, ale możliwe, że tą osobą jest John Morrison.
EDIT:
Na zapleczu TNA wiele osób twierdzi, że AJ Styles będzie walczył na Lockdown o pas WHC przeciwko Magnusowi. Mówi się również o tym, że Styles powróci w pełnym wymiarze czasowym.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)